âChojnicka Golgotaâ 1939 - 1945
Po przejÄciu Chojnic przez wÅadze w Warszawie 31 stycznia 1920 r. staÅy siÄ one miastem polsko-niemieckiego pogranicza. Granica paÅstwa przebiegaÅa bowiem od strony zachodniej zaledwie 2-3 km od jego centrum. Polscy strażnicy obsÅugiwali granicÄ jeżdÅ¼Ä c rowerami z budynków usytuowanych przy ul. CzÅuchowskiej, a niemieccy widzieli centrum miasta ze swych stanowisk i punktów widokowych. Niektóre gospodarstwa rolne zlokalizowane na terenie powiatu chojnickiego posiadaÅy swoje dobra ziemskie po jednej i drugiej stronie granicy.
Na skutek decyzji aliantów podjÄtych w Wersalu w 1919 r. Prusy, wchodzÄ ce w skÅad Republiki Weimarskiej, zostaÅy podzielone na dwie czÄÅci, które przedzielaÅ tzw. korytarz pomorski. Istotne miejsce na mapie Pomorza zajmowaÅy Chojnice, przez które przebiegaÅ ważny wÄzeÅ drogowy i kolejowy ÅÄ czÄ cy Berlin z Królewcem. StÄ d przez miasto przejeżdżaÅy liczne transporty, które obsÅugiwaÅy ruch osobowy i towarowy. TrasÄ tÄ przemierzaÅy także pociÄ gi specjalnego przeznaczenia wiozÄ ce cenne dokumenty polityczne, materiaÅy wywiadowcze i surowce m.in. ze ZwiÄ zku Radzieckiego.
Pograniczny charakter miasta sprawiÅ, iż w Chojnicach powoÅano â poza policjÄ paÅstwowÄ â trzy jednostki polityczno-militarne: Straż GranicznÄ , I Batalion Strzelców i placówkÄ polskiego wywiadu. TÄ ostatniÄ organizowaÅ od podstaw na miejscu ppor. DobiesÅaw DamiÄcki, ojciec popularnych aktorów Macieja i Damiana oraz dziadek Mateusza. Zadaniem jej byÅa obserwacja i nadzorowanie niemieckiego Pomorza Årodkowego, szczególnie pod kÄ tem dziaÅaÅ wojskowych. I w tym wzglÄdzie po raz kolejny potwierdziÅa siÄ prosta zasada, że miÄdzy wywiadowcÄ a aktorem istnieje tylko cienka granica. Filmowego obrazu doczekaÅa siÄ też akcja âWózekâ, polegajÄ ca na fotografowaniu przez polski wywiad placówki chojnickiej niemieckich dokumentów przewożonych przez pociÄ gi relacji Berlin-Królewiec.
W mieÅcie zorganizowano stosunkowo gÄstÄ sieÄ urzÄdów nadzorujÄ cych życie spoÅeczno-gospodarczo-polityczne. IstniaÅy bowiem na miejscu jednostki zależne od wÅadz paÅstwowych, wojewódzkich, powiatowych i miejskich. Z racji swojego przygranicznego poÅożenia na miejscu rozwijaÅ siÄ przemyt przez zielonÄ granicÄ, a także obecna byÅa prostytucja wÅród niektórych kobiet. Dużym zakÅadem pracy pozostawaÅa kolej, obsÅugujÄ ca ruch krajowy i miÄdzynarodowy. Wraz z budowÄ Centralnego OkrÄgu PrzemysÅowego i Gdyni rozwijano poÅÄ czenia kolejowe na linii póÅnoc-poÅudnie.
W granicach miasta funkcjonowaÅo szkolnictwo podstawowe i Årednie, organizacje i stowarzyszenia, koÅcióŠprotestancki i budowle katolickie oraz zachowaÅy siÄ nieliczne zabytki, bowiem w przeszÅoÅci miasto kilka razy pÅonÄÅo bÄ dź byÅo plÄ drowane przez obce wojska. Jego centrum nadal zachowaÅo charakter rzemieÅlniczo-kupiecki wspierany przez administracyjne otoczenie powiatowe. W okresie miÄdzywojennym Chojnice staÅy siÄ także kolebkÄ Å¼eglarstwa ÅródlÄ dowego poprzez powoÅanie pierwszego w kraju klubu żeglarskiego, którego ikonÄ staÅ siÄ Otto Weiland. Mimo licznych wyjazdów w mieÅcie nadal mieszkaÅa ludnoÅÄ niemiecka, która przez wybuchem II wojny Åwiatowej liczyÅa jeszcze ok. 10% mieszkaÅców oraz nieliczni już przedstawiciele gminy żydowskiej. Pozytywne na ogóŠrelacje narodowoÅciowe rzadko prowadziÅy do konfliktów. DaÅy one jednak znaÄ o sobie w latach 1939-1945.
Wywiad niemiecki o aktywnoÅci polskich organizacji
narodowych
[Chojnice, 1934 r.]
1.
13 lutego odbyÅo siÄ zebranie miejscowego koÅa Narodowej Demokracji, na którym przemówienie wygÅosiÅ emerytowany major wojsk polskich Antoni Nieborak. Mówca oÅwiadczyÅ, że ukÅad oznacza utratÄ Pomorza i jest zdradÄ Polski. Wojsko Polskie stacjonujÄ ce na Pomorzu, w Wielkopolsce i na ÅlÄ sku obali we wÅaÅciwym czasie reżim PiÅsudskiego.
2.
SÄ siad nasz (wskazujÄ c rÄkÄ w kierunku Niemiec) gwaÅtownie zbroi siÄ na lÄ dzie, morzu i w powietrzu. Jest to wezwaniem dla każdego czÅonka âStrzelcaâ, ażeby w razie napadu na PolskÄ broniÄ jej do ostatniej kropli krwi. Pakt o nieagresji jest w rzeczywistoÅci próbÄ uÅpienia naszej czujnoÅci. WÅaÅnie teraz powinniÅmy byÄ szczególnie czujni.
3.
Do Pana Ministra Spraw WewnÄtrznych w Berlinie.
Polski ZwiÄ zek Zachodni â OddziaÅ Miejski w Chojnicach, po dÅuższej przerwie, wystÄ piÅ dnia 26 lutego z odczytem. Zebranie odbyÅo siÄ w sali gimnazjum. ZwoÅaÅ je i prowadziÅ dyrektor gimnazjum dr Korzeniowski. W zebraniu wziÄÅo udziaÅ okoÅo 200 osób, aczkolwiek sam miejski oddziaÅ Polskiego ZwiÄ zku Zachodniego liczy okoÅo 100 czÅonków.
Dr Korzeniowski mówiÅ na zapowiedziany temat: âNarodowo-Socjalistyczna Partia Robotnicza Niemiec a Polskaâ. Wywody prelegenta zmierzaÅy do wywoÅania wÅród sÅuchaczy wrażenia, że jedynym celem polityki Hitlera jest uzbrojenie Niemiec. Dla uzasadnienia tych tendencji cytowaÅ fragmenty z ksiÄ Å¼ki Hitlera pt. âMein Kampfâ. StwierdziÅ, że odwetowe cele polityki widoczne sÄ również w wojskowym szkoleniu weteranów ostatniej wojny i mÅodzieży. âJuż dziÅ Niemcy mogÄ wystawiÄ kilkumilionowÄ armiÄ. Polsko-niemiecki pakt o nieagresji jest niczym innym jak Åwistkiem papieru. Hitler, który przy objÄciu wÅadzy wymordowaÅ kilka tysiÄcy swych przeciwników politycznych, nie zawaha siÄ pchnÄ Ä narodu niemieckiego do nowej wojny. Napad na PolskÄ spotka siÄ ze zbrojnÄ odpowiedziÄ . Nie tylko bÄdziemy broniÄ naszych granic, ale Polska musi otrzymaÄ te ziemie, które winny jej byÅy przypaÅÄ przed 15 latyâ.
ŹródÅo:
Zasoby dawnego Centralnego Archiwum Niemieckiej Republiki Demokratycznej w Poczdamie, zespóŠMinisterstwa Spraw WewnÄtrznych Rzeszy Niemieckiej 1933-1945, teczka â Raporty szpiega; cyt. za: Witold Look, Kartki z dziejów ziemi chojnickiej, âZeszyty Chojnickieâ 1975/1976, nr 7-8, s. 60-63.
1 wrzeÅnia 1939 r. hitlerowskie Niemcy dokonaÅy agresji na PolskÄ, rozpoczynajÄ c w ten sposób wydarzenia zwiÄ zane z II wojnÄ ÅwiatowÄ . Chojnice, z powodu swego strategicznego znaczenia i bliskoÅci granicy z Niemcami, od pierwszych minut odczuÅy impet uderzenia nieprzyjaciela. Wczesnym rankiem jedna z uczennic Miejskiego Gimnazjum Å»eÅskiego pobiegÅa do swojego taty z informacjÄ : âTato, wojna!!â. Na co odpowiedziaÅ jej ojciec: âDziecko, to tylko Äwiczenia wojskowe, bowiem wojnÄ wypowiada jedno paÅstwo drugiemu na podstawie noty dyplomatycznej, a tego Niemcy nie uczyniÅy!â. Szybko miano siÄ przekonaÄ, że ta wojna różni siÄ od poprzednich brakiem znanych konwenansów oraz swym totalnym charakterem.
Przed oficjalnÄ agresjÄ Niemcy zamierzali przejÄ Ä kontrolÄ nad korytarzem drogowo-kolejowym ÅÄ czÄ cym Chojnice z Tczewem, aby w ten sposób odciÄ Ä ArmiÄ âPomorzeâ od pozostaÅych wojsk w gÅÄbi kraju. W tym celu, w miejsce pociÄ gu osobowego relacji Berlin-Królewiec, od strony PiÅy wysÅano wczesnym rankiem 1 wrzeÅnia pociÄ g pancerny poprzedzony drezynÄ , który opanowaÄ miaÅ chojnicki dworzec oraz pobliskie mosty i wiadukty. Chciano w ten sposób zapobiec ich wysadzeniu przez saperów, do czego wojska polskie byÅy przygotowane. W pierwszych minutach wojny do akcji kontrwywiadowczej wÅÄ czyli siÄ pracownicy dworca, a w lokalnej historiografii akcja ta okreÅlana jest mianem âczynu zbrojnego chojnickich kolejarzyâ. Co prawda udaremnili oni zasadnicze cele niemieckiego agresora, uniemożliwiajÄ c przejÄcie budynku wraz z zapleczem, ale zapÅacili za to wysokÄ cenÄ. Hitlerowcy bowiem poszukiwali chojnickich kolejarzy, którzy swym patriotyzmem dali znak innym do obrony swej ojczyzny, który trwaÅ przez caÅy okres wojny. W tej grupie zawodowej byÅy liczne ofiary zbrodni nazistowskich oraz zesÅania do obozów koncentracyjnych.
Od pierwszych minut agresji intensywny ogieÅ artyleryjski musieli przyjÄ Ä na siebie polscy żoÅnierze broniÄ cy miasta i pasa granicznego. W celu potencjalnego uderzenia niemieckiego w bliskim sÄ siedztwie granicy wykopano sieÄ rowów strzeleckich i zapór przeciwczoÅgowych, które ograniczyÄ miaÅy dziaÅania armii niemieckiej. Årodki takie podjÄto także w bliskim sÄ siedztwie majÄ tku rolnego na IgÅach. Miejsce to zostaÅo później wykorzystane do wymordowania polskiej i pomorskiej inteligencji z powiatu chojnickiego. Impet niemieckiego uderzenia byÅ w rejonie Chojnic tak duży, że wczesnym popoÅudniem w obawie przed okrÄ Å¼eniem, wojska polskie zaczÄÅy siÄ wycofywaÄ z miasta, udajÄ c siÄ w kierunku Czerska i Tucholi. Odwrót oddziaÅom tym umożliwiÅ 18 PuÅk UÅanów Pomorskich, który za cenÄ dużych strat wÅasnych, dokonaÅ w godzinach popoÅudniowych szarży na stanowiska niemieckiej piechoty pod Krojantami.
MiÄdzy godzinÄ 13.00 a 15.00 dowódcy niemieckich wojsk przejmujÄ cych Chojnice nakazali zebranie siÄ mieszkaÅcom, którzy pozostali w mieÅcie, na gÅównych placach miejskich. W czasie krótkiego przemówienia, które brzmiaÅo jak rozkaz, nakazali zachowanie spokoju i rozejÅcie siÄ do domów oraz sÅuchanie zarzÄ dzeÅ wÅadz niemieckich, które przejÄÅy kontrolÄ nad tym oÅrodkiem powiatowym. NastÄpnego dnia wywieszono na chojnickim ratuszu flagÄ ze swastykÄ , która zapowiadaÅa niemal 5.5-letniÄ okupacjÄ hitlerowskÄ .
1 wrzeÅnia 1939 r. w Chojnicach
w Åwietle relacji mniejszoÅci niemieckiej
[Chojnice, dnia 2 wrzeÅnia 1939 r.]
Droga M.
Stajemy, modlÄ c siÄ przed Bogiem Sprawiedliwym. On zarzÄ dza i kieruje surowym sÄ dem. On nie dopuÅci, by źli ciemiÄżyli dobrych. Niechaj imiÄ jego bÄdzie pochwalone, on o nas nie zapomni /â¦/. Piwnice zostaÅy uszczelnione przeciwko atakom gazowym bez potrzeby. Nieoczekiwanie zostaliÅmy wczoraj o 4.45 zbudzeni ze snu. Pakujemy, wiÄc, prÄdko najpotrzebniejsze z bielizny, poÅcieli i żywnoÅci, którÄ w tym celu wczeÅniej zakupiliÅmy i na dóŠdo piwnicy Paula. W niej zgromadziÅo siÄ po kolei wraz z dzieÄmi 16 osób, m.in. rodzina S. i M. BrakowaÅo tylko H.G.M. i J. Ci już wczeÅniej uciekli do GdaÅska. Podobnie wszyscy Reichsdeutsche uciekli przez niemieckÄ granicÄ, zgodnie z zarzÄ dzeniem niemieckiego Konsulatu.
Armaty i szrapnele grzmiaÅy gromko, ale my siedzieliÅmy w schronie bezpiecznym przed bombami.
To trwaÅo z niewielkimi przerwami do okoÅo 18.00 po poÅudniu. Paul i inni mÄżczyźni obeszli dom dookoÅa, ażeby zapoznaÄ siÄ, gdzie teraz faktycznie trwa walka. [Paul] powróciÅ radosny z powrotem. On widziaÅ już na [ul.] Wysokiej bÅyszczÄ ce stalowe heÅmy /â¦/.
Wszystko szÅo na Rynek. Na nim kotÅowaÅo siÄ od żoÅnierzy i wozów pancernych. Przed domem rodziny M. staÅ duży oddziaÅ. Wszyscy zostali przez KlarÄ i LotÄ poczÄstowani buÅkami, winem i wodÄ z sokiem. Wielu niosÅo już bukiety kwiatów. To byÅa gÅÄboko odczuwana radoÅÄ, okrzyki radoÅci, miÄdzy nielicznymi tutaj jeszcze pozostaÅymi Niemcami /â¦/.
Nasze miasto bardzo wiele ucierpiaÅo. Przed ratuszem jest peÅno gruzu z pokrycia dachu. Na wieży farnego koÅcioÅa katolickiego byÅ posterunek obserwacyjny, dlatego też wieża i sÄ siednie domy zostaÅy mocno zniszczone. Wysadzono w powietrze most kolejowy. Wiele okien wystawowych sklepów przy ul. GdaÅskiej, których wÅaÅciciele pouciekali, zostaÅo rozbitych, a ich sÅodka zawartoÅÄ zrabowana przez żoÅnierzy. To jest wojna! Wiele okien dookoÅa pÄkÅo od podmuchu [wybuchów]. Także i tam, gdzie dawniej mieszkaÅa panienka M.K.
Ale wszyscy jesteÅmy Niemcami i wreszcie zakoÅczÄ siÄ te szykany /â¦/.
Droga M.
Także od nas serdeczne życzenia. Czy możecie pojÄ
Ä naszÄ
radoÅÄ, my jesteÅmy znowu Niemcami, Niemcami i możemy
gÅoÅno to powiedzieÄ. UszczypnÄÅam siÄ w ramiÄ, by nie
ÅniÄ.
DziÄkujemy naszemu wodzowi!
Heil Hitler
P. L. i A.
ŹródÅo:
L. Stoltmann, 1 wrzeÅnia 1939 r. w relacji spoÅecznoÅci niemieckiej na przykÅadzie korespondencji prywatnej, âZeszyty Chojnickieâ 1999, nr 17, s. 71-74.
Od pierwszych godzin wojny we wrzeÅniu 1939 r. do niewoli niemieckiej trafiali polscy żoÅnierze i oficerowie biorÄ cy udziaÅ w obronie ziem przed agresorem, a także przedstawiciele innych sÅużb mundurowych â straży granicznej, policji czy wywiadu. Instytucje te funkcjonowaÅy na terenie miasta i powiatu, jak również w zwiÄ zku z zaostrzajÄ cÄ siÄ sytuacjÄ miÄdzynarodowÄ na terenie powiatu zaczÄÅy kwaterowaÄ jednostki z innych garnizonów wojskowych, ÅciÄ gniÄtych do potencjalnej obrony Pomorza. Niektórzy z wojskowych w przede dniu II wojny Åwiatowej po raz pierwszy zobaczyli zarówno Pomorze jak i Chojnice. Warto dodaÄ, że w przedwojennej Polsce ok. 1/3 ludnoÅci stanowiÅy mniejszoÅci narodowe i etniczne, wÅród których wyróżniali siÄ BiaÅorusini, Niemcy, UkraiÅcy i Å»ydzi.
W zwiÄ zku z tym, iż we wrzeÅniu 1939 r. Niemcy po raz pierwszy w latach II wojny Åwiatowej podjÄli zbrojnÄ konfrontacjÄ na tak szerokÄ skalÄ, z wykorzystaniem wszystkim rodzajów broni, do koÅca sierpnia 1939 r. nie miano pewnoÅci czy konflikt zbrojny wybuchnie. Adolf Hitler w tym czasie czÄsto odwoÅywaÅ siÄ bowiem do perswazji, szantażu czy gróźb różnego typu celem wymuszenia korzystnych dla siebie i Niemiec rozwiÄ zaÅ. To też powodowaÅo, że strona polska byÅa tym faktem zdezorientowana, w peÅni nie przygotowana do takiej konfrontacji i liczyÅa na wsparcie paÅstw zachodnich â Francji i Wielkiej Brytanii. Przy okazji nie miaÅa wiedzy na temat tajnego protokoÅu parafowanego w Moskwie 23 VIII 1939 r. miÄdzy ministrami spraw zagranicznych â Joachimem von Ribbentropem oraz WiaczesÅawem MoÅotowem, który dzieliÅ strefy wpÅywów w Europie miÄdzy Niemcy a ZwiÄ zek Radziecki.
NajwiÄksza grupa wojskowych trafiÅa do niemieckiej niewoli w pierwszych czterech dniach wrzeÅnia 1939 r., kiedy trwaÅy walki o utrzymanie korytarza pomorskiego, który zabezpieczaÅa Armia âPomorzeâ dowodzona przez gen. dyw. WÅadysÅawa Bortnowskiego. W zwiÄ zku z tym, iż Chojnice stanowiÅy ważny wÄzeÅ komunikacyjny dla jego obrony wydzielono w pobliżu miasta grupÄ operacyjnÄ âCzerskâ, dowodzonÄ przez gen. bryg. StanisÅawa Grzmot-Skotnickiego. To wÅaÅnie wojskowi z tych formacji trafiali jako pierwsi do niemieckiej niewoli.
Wojskowych transportowano do obozów jenieckich przygotowanych dla nich, poczÄ tkowo na terenie Niemiec, a później w caÅej okupowanej przez Wehrmacht Europie. Stalagi byÅy przygotowane dla żoÅnierzy szeregowych i podoficerów, a Oflagi dla oficerów i korpusu generalskiego. Mimo że odgrodzone byÅy od otoczenia drutem kolczastym, byÅy to swoiste miasteczka, w których funkcjonowaÅy miejsca do spania, kuchnia, pralnia, szwalnia a nawet poczta obozowa. W obozie II C Woldenberg (obecnie Dobiegniew) poczta taka przygotowaÅa znaczki z wizerunkiem gÅównych miast pomorskich, na których znalazÅa siÄ chojnicka Brama CzÅuchowska.
Niektórzy z chojnickich wojskowych nie dostali siÄ do niemieckiej niewoli, wycofujÄ c siÄ z oddziaÅami polskimi na Wschód. Po 17 wrzeÅnia dostawali siÄ oni najczÄÅciej do niewoli radzieckiej. Oficerów pomorskich czekaÅ tam okrutny los, bowiem zostali wymordowani przez NKWD w lasach Katynia i innych miejscach kaźni sowieckiego totalitaryzmu. Taki los zgotowano tysiÄ com osób naleÅ¼Ä cych do elit paÅstwowych i narodowych.
PamiÄtnik z wrzeÅniowej niewoli
[Okolice Chojnic, sierpieÅ-wrzesieÅ 1939 r.]
31 VIII 1939 r.
Dnia 31 sierpnia 1939 r., gdzieÅ o godz. 16.00 wywieszono plakaty o ogÅoszeniu powszechnej mobilizacji w Polsce. KwaterowaliÅmy caÅym batalionem pierwszego 35. PuÅku Piechoty w miejscowoÅci KÄsowo, powiat Tuchola. LudnoÅÄ cywilna jak i wojskowi zbierali siÄ grupkami i szÅy komentarze na temat wojny â bÄdzie czy też nie. UdaliÅmy siÄ wieczorem â jak zwykle â do jedynej karczmy na dziennik radiowy, który nic nowego nie przyniósÅ. Tylko byÅ ogÅoszony rozkaz szyfrem, który siÄ odnosiÅ do wszystkich panów dowódców. Po dzienniku â jak zwykle â piwo, bo wódki nie byÅo. Ja i kolega plutonowy Piotrowski wypiliÅmy po dwa kieliszki jakiejÅ âjajkowejâ, którÄ po raz pierwszy, a może i ostatni piÅem. RozeszliÅmy siÄ do spokojnego snu /â¦/.
1 IX 1939 r.
W dniu 1 wrzeÅnia o godz. 5.00 rano âalarmâ. Pierwsza kompania naszego baonu z plutonem z naszej kompanii i pluton karabinów maszynowych już stali na stanowiskach bojowych. PóŠgodziny później kompania gotowa byÅa do wymarszu i staÅa w podwórzu gospodarstwa rolnego. Tabor wyjeżdżaÅ na tyÅy. SÅychaÄ pierwsze strzaÅy armatnie, których nie sÅyszaÅem od wojny Åwiatowej. Rozpoczyna siÄ też strzelanina pierwszej kompanii. Na razie nie wiadomo, co siÄ dzieje? Wojna â nie wojna â wszyscy sobie lekceważymy /â¦/.
3 IX 1939 r.
OgieÅ różny ze wszystkich stron. Posuwamy siÄ skokami, nad nami latajÄ zygzaki Åwietlnych pocisków â i armatnich, i karabinowych. SzczÄÅcie byÅo nasze, że ogieÅ, tj. pas dziaÅania nie byÅ szeroki. ZupeÅnie już ciemno. Kulki koÅo nas już nie gwiżdÅ¼Ä , pozostaÅem w tyle i tu dopiero zobaczyÅem żniwo ognia: ludzie, konie, wozy â wszystko razem. JÄk rannych nie daje spokoju. WciÄ Å¼ sÅuchaÄ: dobijcie mnie, wody /â¦/. Później spotykamy jakiegoÅ podporucznika rezerwy. Pytam siÄ: co jest panie poruczniku. Odpowiada, że jesteÅmy w niewoli â kapitan Pietrzak tak zaÅatwiÅ /â¦/.
8 IX 1939 r.
8 wrzeÅnia dostajemy buÅkÄ chleba na trzech i puszkÄ konserwowÄ o wadze ok. 500 gramów na dziesiÄciu. PrzyjeżdżajÄ samochody i znów ÅadujÄ po piÄÄdziesiÄciu i jedziemy dalej. Jedziemy przez TucholÄ. W mieÅcie ruch i handel normalny. Dalej jedziemy w kierunku Chojnic. Miasto maÅo zniszczone. Nareszcie wjeżdżamy na teren Niemiec. PrzywoÅ¼Ä nas do miasta Schlochau (CzÅuchów) i wyÅadowujÄ na Placu Tartacznym. W bramie jeden kapral i cywil niemiecki każdego przechodzÄ cego kopiÄ i bijÄ czym popadÅo. Później jednak na interwencjÄ jednego naszego puÅkownika, bicia zaniechano. SpotkaÅem tu kierownika szkoÅy z Rytla â F. ReszkÄ. LudnoÅÄ cywilna w poÅowie patrzy na nas z politowaniem a druga z drwinami /â¦/.
ŹródÅo:
PaweÅ KozÅowski. PamiÄtnik z niewoli, oprac. H. GÅogowska, âZeszyty Chojnickieâ 1999, nr 17, s. 61-70.
W nocy z 1 na 2 IX 1939 r. dowódca grupy operacyjnej âCzerskâ gen. bryg. StanisÅaw Grzmot-Skotnicki otrzymaÅ rozkaz odwrotu z rejonu Chojnice â Rytel â Czersk na obszar Jezior CekcyÅskich. Tym samym Chojnice znalazÅy siÄ w rÄkach niemieckich. W ciÄ gu najbliższych godzin caÅy powiat chojnicki opanowany zostaÅ przez wojska niemieckie, które rozbiÅy ArmiÄ âPomorzeâ. Tym samym administracja niemiecka stawaÅa siÄ dominujÄ cÄ strukturÄ organizacyjnÄ na tym terenie. Jej zadaniem staÅo siÄ ugruntowanie niemieckich wpÅywów w mieÅcie i powiecie, a tym samym zaprowadzenie nowych porzÄ dków w myÅl zaÅożeÅ NSDAP, która stawaÅa siÄ jedynÄ siÅÄ politycznÄ .
Jednym z pierwszych dziaÅaÅ podjÄtych przez okupantów niemieckich staÅo siÄ wyczyszczenie Pomorza z elementów niepoÅ¼Ä danych, do których należeli Å»ydzi. Pierwsi żydowscy osadnicy przybyli do Chojnic jeszcze w koÅcu XVIII w., a ich liczebnoÅÄ stale rosÅa, osiÄ gajÄ c w 1829 r. liczbÄ 163 przedstawicieli, a w 1885 r. stanowili oni licznÄ , bo 563-osobowÄ grupÄ etnicznÄ w mieÅcie. Od 1900 r. wielkoÅÄ tej spoÅecznoÅci zaczÄÅa maleÄ ze wzglÄdu na rozruchy antysyjonistyczne, do których doszÅo w mieÅcie po Åmierci ewangelickiego gimnazjalisty Ernesta Wintera. O jego ÅmierÄ i nastÄpnie rozczÅonkowanie czÄÅci ciaÅa oraz rozrzucenie po różnych czÄÅciach miasta oskarżano żydowskiego rzeźnika. W 1920 r. wiÄkszoÅÄ chojnickich Å»ydów, czujÄ c siÄ Niemcami, wyjechaÅa do Republiki Weimarskiej. Na miejscu pozostali nieliczni, a dotychczasowÄ gminÄ Å¼ydowskÄ poÅÄ czono z tucholskÄ . Opiekowali siÄ oni miejscowÄ synagogÄ zlokalizowanÄ przy dzisiejszym Parku TysiÄ clecia oraz cmentarzem żydowskim rozmieszczonym przy obecnym rondzie âBiszkoptowymâ.
Już w pierwszych tygodniach okupacji niemieckiej doszÅo do wymordowania kilkunastu żydowskich rodzin chojnickich, które nie zdecydowaÅy siÄ na ucieczkÄ z miasta. Jeszcze jesieniÄ 1939 r. naziÅci podpalili chojnickÄ synagogÄ, a nieco później doprowadzili do likwidacji żydowskiego cmentarza. W ten sposób Ålad po żydowskiej obecnoÅci w mieÅcie zostaÅ caÅkowicie wymazany.
DrugÄ niepoÅ¼Ä danÄ grupÄ w ideologii nazistowskiej byÅy osoby niepracujÄ ce â starzy oraz chorzy fizycznie i psychicznie. Na obrzeżach Chojnic funkcjonowaÅ w okresie miÄdzywojennym ZakÅad Opieki SpoÅecznej, który powoÅano na miejscu wczeÅniejszego oÅrodka dla trudnej mÅodzieży wybudowanego w paÅstwie prusko-niemieckim. Przed II wojnÄ miejsce to sÅużyÅo jako dom i schronienie dla ok. 250 osób fizycznie i umysÅowo chorych. W tej grupie znajdowaÅo siÄ ok. 50 w mniejszym stopniu upoÅledzonych, którzy wykonywali różne prace fizyczne oraz w miejscowym szpitalu byÅa grupa ok. 50 ciÄżko chorych, niezdolnych do żadnej pracy.
Wzorem innych takich miejsc zlokalizowanych na terenie caÅej przedwojennej Polski naziÅci podjÄli decyzjÄ o ich wymordowaniu. W tym celu wykorzystano rowy strzeleckie znajdujÄ ce siÄ nieopodal ZakÅadu, które latem 1939 r. wykopaÅo polskie wojsko przygotowujÄ c siÄ na potencjalny najazd niemiecki. ZakÅad ten, posiadajÄ cy wysoki ceglany mur zakoÅczony drutem kolczastym, posÅużyÅ później nazistom do eksterminacji polskiej i pomorskiej inteligencji.
Zeznanie BronisÅawa Siutkowskiego
[Chojnice, 7 lutego 1949 r.]
Delegatura OkrÄgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Chojnicach
Sprawa przeciwko Hildebrandtowi i tow. o ludobójstwo
Staje Åwiadek BronisÅaw Siutkowski lat 23, rz.-kat., zam. w Chojnicach z zawodu robotnik, który po prawnym upomnieniu i zaprzysiÄżeniu zeznaje: w roku 1939 sÅużyÅem wraz z caÅÄ mojÄ rodzinÄ u gospodarza Schülke`go w Dolinie, miejscowoÅci poÅożonej o 1 i ½ km od Chojnic. Przy koÅcu wrzeÅnia 1939 r. pasÅem krowy na terenie przez który wojsko polskie przed wojnÄ wykopaÅo rowy strzeleckie. Do tych rowów doprowadziÅ /â¦/ miejscowy Selbstschutz wÅród których rozpoznaÅem miejscowego Niemca nazwiskiem Schau, grupÄ mÄżczyzn i kobiet zÅożonÄ mniej wiÄcej z 70 osób. Z tej grupy podprowadzono na brzeg rowu po 6-ciu ludzi i na komendÄ tego Schau`a rozstrzeliwano ich. O ile rozstrzelani nie wpadli do rowu, to biegali Niemcy z kolbami i wpychali do rowu wzglÄdnie też kopniÄciem nogi. W rowie tych, którzy jeszcze żyli, dobijano z pistoletów. Ja obserwowaÅem to zajÅcie z odlegÅoÅci okoÅo 150 metrów i widziaÅem dokÅadnie co siÄ dziaÅo. Rozstrzelanie tej grupy miaÅo miejsce pod koniec wrzeÅnia i byÅo w ogóle pierwsze na tym terenie. Od tego czasu obserwowaÅem prawie co dzieÅ egzekucje osób wożonych tam samochodem ciÄżarowym. W samochodzie znajdowaÅo siÄ zawsze okoÅo 15-20 osób. Egzekucje odbywaÅy siÄ zawsze w ten sam sposób. W jakiÅ czas po tym ja wracajÄ c furmankÄ z Chojnic zauważyÅem na polu niedaleko ZakÅadu w IgÅach duÅ¼Ä grupÄ ludzi rozebranych do koszuli i kalesonów po czym sÅyszaÅem seriÄ karabinów maszynowych i widziaÅem jak ludzie ci przewracali siÄ, niektórzy z boków uciekali, jednakże i ci zostali zabici. Nie wiedziaÅem o jakich ludzi tam siÄ rozchodziÅo, tego samego dnia wieczorem jednak od niejakiego Wiktora Polaszka dowiedziaÅem siÄ, że rozstrzelani zostali umysÅowo chorzy z miejscowego ZakÅadu. Ilu wtedy rozstrzelano tego nie wiem. O ile sobie przypominam, egzekucje na polu Igielskim odbywaÅy siÄ do koÅca listopada wzgl. poczÄ tku grudnia 1939 r.
ŹródÅo:
Archiwum PaÅstwowe w Bydgoszczy, zespóÅ: OkrÄgowa Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Bydgoszczy, sygn. 1131: zeznanie Åwiadka w sprawie mordów Selbstschutzu koÅo Chojnic w 1939 r., k. 1: Zeznanie BronisÅawa Siutkowskiego.
Po rozbiciu Armii âPomorzeâ i przejÄciu wÅadzy przez administracjÄ niemieckÄ powoli zaczÄli wracaÄ do miasta i okolic uciekinierzy, którzy pospiesznie opuÅcili swe domostwa w zwiÄ zku z toczÄ cymi siÄ dziaÅaniami wojennymi. ZaczÄto usuwaÄ gruzowiska, naprawiaÄ domostwa i sprzÄ taÄ obejÅcia po przejÅciu frontu. W pierwszej poÅowie października 1939 r. Adolf Hitler odpowiednim dekretem wcieliÅ caÅe Pomorze w skÅad III Rzeszy Niemieckiej, a nastÄpnie wyÅÄ czyÅ je z zarzÄ du wojskowego i przekazaÅ wÅadzom cywilnym.
Już od pierwszych okupacyjnych dni doszÅo w Chojnicach i jego sÄ siedztwie do rozstrzelania pierwszych osób spoÅród spoÅecznoÅci polskiej i pomorskiej. Å»ycia pozbawiano tych, którzy mieli siÄ znÄcaÄ na miejscowych Niemcach, a także przedstawicieli wÅadz paÅstwowych i samorzÄ dowych oraz inteligencjÄ. Wraz z zakoÅczeniem dziaÅaÅ wojennych we wrzeÅniu 1939 r. terror ten nasilaÅ siÄ. Å»ycie można byÅo straciÄ nawet za sÅowne przewinienie bÄ dź wypowiedziany dowcip. Jeden z chojniczan wiosnÄ 1939 r. bÄdÄ c w restauracji, żartowaÅ: âPoproszÄ trzy Åledzie, tak tÅuste jak Hermann GÅring!!â. W nastÄpstwie tej wypowiedzi zostaÅ jesieniÄ tego roku aresztowany, dotkliwie pobity i już nigdy do domu nie wróciÅ. Osoby te po 1945 r. doczekaÅy siÄ należnego im spoczynku na Cmentarzu Ofiar Zbrodni Hitlerowskich przy zbiegu ulic GdaÅskiej i Wysokiej.
JesieÅ 1939 r. nie tylko w Chojnicach, ale i w caÅym regionie, oznaczaÅa eksterminacjÄ ludnoÅci polskiej i pomorskiej. Do oczyszczenia Pomorza z polskich patriotów i osób niepewnych ideologicznie powoÅano âSelbstschutzâ, czyli paramilitarnÄ formacjÄ zÅożonÄ z przedstawicieli niemieckiej mniejszoÅci narodowej zamieszkujÄ cej terytorium II Rzeczypospolitej. To ona miaÅa najlepsze rozeznanie w terenie, znaÅa bowiem polskÄ inteligencjÄ w mieÅcie i na terenie powiatu. ZnaÅa jej styl życia, nawyki, metody zarobkowania, prowadzonÄ dziaÅalnoÅÄ oraz potrafiÅa rozpoznaÄ stosunek do wÅadz hitlerowskich.
W myÅl okólnika przekazanego przez Heinricha Himmlera, bliskiego wspóÅpracownika Adolfa Hitlera, eksterminacji mieli podlegaÄ katoliccy ksiÄża, nauczyciele, wolne zawody, czÅonkowie ZwiÄ zku Zachodniego i innych patriotycznych organizacji, a także rzemieÅlnicy i osoby nie nadajÄ ce siÄ do zniemczenia. Dalej Himmler zalecaÅ, aby do eksterminacji ludnoÅci wybieraÄ miejsca odludne â lasy, pola lub doliny â które Åatwo można utrzymaÄ w tajemnicy i otoczyÄ w taki sposób, aby nikt nie wyszedÅ z takiego miejsca żywy.
W mieÅcie wybór taki padÅ na sÄ siadujÄ ce z miastem pola Igielskie, który to teren już po zakoÅczeniu II wojny okreÅlony zostaÅ mianem chojnickiej âDoliny Åmierciâ. Wybór takiego miejsca zostaÅ spowodowany kilkoma czynnikami. Po pierwsze znajdowaÅ siÄ w bliskim sÄ siedztwie miasta. Po drugie kilkaset metrów dalej zlokalizowany byÅ ZakÅad Opieki SpoÅecznej, który wyglÄ dem przypominaÅ ufortyfikowane koszary wojskowe. Po trzecie na polach Igielskich znajdowaÅy siÄ wykopane rowy strzeleckie i przeciwczoÅgowe przez polskie wojsko, a wiÄc zbrodniarze mieli uÅatwione zadanie, nie musieli bowiem kopaÄ mogiÅ, a jedynie wykonywaÄ wyroki Åmierci bezpoÅrednio nad nimi. W ten sposób życie straciÅo z Chojnic i powiatu kilkaset osób.
Wspomnienia z chojnickiego sÄ
du
[Chojnice, wrzesieÅ-grudzieÅ 1939 r.]
W pierwszych dniach wrzeÅnia 1939 r. miejscowy volksdeutsch, byÅy adwokat i notariusz Wiktor Gierszewski mianowaÅ siÄ prezesem sÄ du chojnickiego a jego sekretarka Algrim przejÄÅa hipotekÄ. Ten stan tymczasowo w chojnickim sÄ downictwie trwaÅ do poÅowy wrzeÅnia 1939 r. OkoÅo 15 wrzeÅnia przybyÅ z pobliskiego CzÅuchowa dr Riedel, który oficjalnie objÄ Å stanowisko kierownika sÄ du. PowoÅaÅ on byÅego sÄdziego Rudolfa Skrodzkiego, byÅego sÄdziego Jana Sierkego i byÅego emerytowanego sekretarza Jana Langego (wszyscy byli narodowoÅci niemieckiej) na odpowiednie stanowiska, zaÅ W. Gierszewskiemu powierzyÅ stanowisko notariusza. Przez Arbeitsamt do pracy w sÄ downictwie zostali zmuszeni pracownicy sÄ dowi sprzed 1939 r.: Emilia Lampka, Marian BÄ kowski, Zenon Komorowski, MichaÅ Znajdek, Jan KÅosowski, Franciszek Klimczuk oraz woźni Marian Knitter i Leon Kulas. Ci ostatni w kilka dni później zostali rozstrzelani /â¦/.
WÅaÅciwie od poÅowy października 1939 r. zostaÅ zakoÅczony etap germanizacji chojnickiego sÄ downictwa. 17 października 1939 r. przybyÅ do Chojnic dr Hans Krüger, którego mianowano sÄdziÄ sprawujÄ cym kierownictwo Amtsgerichtu. Zwolniono wszystkich Polaków, którzy byli zatrudnieni tymczasowo. Zatrzymano jedynie: Mariana BÄ kowskiego, który zostaÅ tÅumaczem przy SÄ dzie Ziemskim, Zenona Komorowskiego i Franciszka Pabicha, których przydzielono jako tÅumaczy do Amtsgerichtu, MichaÅa ZnajdkÄ do porzÄ dkowania akt notarialnych, Franciszka Huzarka oraz MartÄ Klimczuk jako tÅumaczy do prokuratury i podprokuratury okrÄgowej.
W grudniu 1939 r. nieoczekiwanie zostaÅem przesÅuchany przez dwóch gestapowców w gabinecie kierownika sÄ du. Zarzucano mi przynależnoÅÄ do ZwiÄ zku Zachodniego, SokoÅa oraz do polskich organizacji. Ponadto, że byÅem optantem (Rückwanderer) wiedziaÅem od razu, że czeka mnie kula. Tylko pocztówka, którÄ znalazÅem w moim biurku i trzymajÄ c jÄ przy sobie (w marynarce) uratowaÅa mi życie. PocztówkÄ tÄ otrzymaÅem od prezesa sÄ du Stefana Grabowskiego w lipcu 1939 r. z polecenia prezesa ZwiÄ zku Zachodniego p. Pecha. Zarzucano mi w niej, że popieram Niemców. Chwilowo zamkniÄto mnie do tresoru kasowego, gdzie byÅem trzymany pod kluczem i oczekiwaÅem wyroku. Po pewnym czasie wróciÅ Schröder i w obecnoÅci kasjera Langego i buchaltera Kurta Lehmana powiedziaÅ do mnie: âMÄ Å¼ zaufania potwierdziÅ oryginalnoÅÄ pocztówki. Dobrze zÅożyÅ pan egzamin, dziÅ miaÅ Pan mieÄ zimne nogiâ.
ŹródÅo:
Franciszek Pabich, Wspomnienia sekretarza sÄ dowego, cz. 2, âZeszyty chojnickieâ 1986, nr 13, s. 29-33
Przedstawicieli polskiej i pomorskiej inteligencji, czyli miejscowych elit, wÅadze hitlerowskie baÅy siÄ najbardziej. StÄ d skupiÅy siÄ na ich eksterminacji, albowiem to wÅaÅnie od tej grupy zależaÅo zachowanie polskiej ÅwiadomoÅci i tożsamoÅci narodowej. Wszystkie osoby, które mogÅy zagrażaÄ niemieckiej dominacji w regionie mogÅy czuÄ siÄ zagrożone. WÅadze w Berlinie uznaÅy, że tylko zbiorowoÅci prostych i niewyksztaÅconych ludzi, bÄdÄ potrzebne do wykonywania przydzielonych im zadaÅ na rzecz narodu niemieckiego.
Aresztowania odbywaÅy siÄ w podobny sposób. W Chojnicach pod wskazany adres przybywaÅo najczÄÅciej dwóch ludzi z Gestapo oraz zabieraÅo osobÄ na rzekome przesÅuchanie. Na teren powiatu wysyÅano ciÄżarówkÄ z 2-osobowÄ zaÅogÄ , która aresztowaÅa Polaków w ich domach bÄ dź miejscach pracy. Jeżeli wÅaÅciwej osoby nie zastano na miejscu to wzywano jÄ na przesÅuchanie do siedziby Gestapo. Ta mieÅciÅa siÄ poczÄ tkowo przy ulicy Ramy a nastÄpnie przy ul. Gockowskiego (obecnie DrzymaÅy). Z miejsca tego trafiaÅy takie osoby do chojnickiego wiÄzienia lub przewożono je do ZakÅadu Opieki SpoÅecznej przy dzisiejszej ulicy Ceynowy. Z jednego i drugiego miejsca prowadzono bÄ dź przewożono ciÄżarówkÄ aresztowanych do pobliskiej Doliny Åmierci i rozstrzeliwano. W poszczególnych grupach wyprowadzano kilkunastu skazaÅców, aby utrzymaÄ nad niÄ odpowiedni nadzór.
NajczÄÅciej przed rozstrzelaniem kazano skazaÅcom wyjÄ Ä sznurowadÅa z butów i rozebraÄ siÄ z odzieży wierzchniej oraz przeprowadzano dokÅadne rewizje, aby wraz z osobÄ mordowanÄ nie trafiaÅy do mogiÅy dokumenty bÄ dź przedmioty użytku osobistego, które uÅatwiaÄ mogÅyby identyfikacjÄ zmarÅego. Miejscowemu Gestapo w dokonywaniu zbrodni pomagaÅ chojnicki Selbstschutz powoÅany do obrony niemczyzny na tych terenach. Wybrane do eksterminacji ludnoÅci miejsce otaczano w taki sposób, aby uniemożliwiÄ ucieczkÄ. Tej ostatniej nie uÅatwiaÅy także wspomniane rowy strzeleckie z nasypami ziemi. Ponadto teren byÅ podmokÅy, grzÄ ski, a jesienne warunki pogodowe jeszcze osÅabiaÅy osoby stojÄ ce na wilgotnym powietrzu.
Mimo zaistniaÅych warunków kilku aresztowanym osobom udaÅo siÄ zbiec jesieniÄ 1939 r. z Doliny Åmierci i tym samym uniknÄ Ä rozstrzelania. MogÅy one dziÄki temu zÅożyÄ po II wojnie rozlegÅe wyjaÅnienia dotyczÄ ce tych wydarzeÅ. Znane sÄ trzy relacje naocznych Åwiadków, którym udaÅo siÄ uciec. W dużej mierze byÅy to osoby sprawne fizycznie, znajÄ ce okoliczny teren, niekiedy korzystaÅy one z późnej pory, kiedy dzieÅ chyliÅ siÄ ku zachodowi bÄ dź poprzez swoje dziaÅanie skorzystaÅy z zaskoczenia i niepewnoÅci zbrodniarzy wojennych.
JesieÅ 1939 r. byÅa jeszcze takim czasem, kiedy zbrodniczy reżim nadal siÄ ksztaÅtowaÅ. Nawet najbardziej nieprzejednani germanofile nie byli przygotowali fizycznie, a tym bardziej psychicznie do mordowania drugiego czÅowieka, czÄsto kolegi, znajomego czy sÄ siada. Takie cechy musiaÅy siÄ w czÅowieku wyksztaÅciÄ i byÅy widoczne dopiero w dalszej czÄÅci wojny. Ponadto w pierwszych miesiÄ cach eksterminacji oprawcy nie mieli do dyspozycji wyszkolonych i wytresowanych psów, charakterystycznych owczarków niemieckich, które w późniejszym czasie uniemożliwiaÅy podejmowane próby ucieczki.
Ucieczka Józefa Zblewskiego
[Chojnice, listopad 1939 r.]
Rano otworzono celÄ i wywoÅano z listy okoÅo 10 osób, których zabrano i już wiÄcej nie wrócili. W poÅudnie nastÄ piÅo to samo. Dwóch oprawców z trupimi gÅówkami na czapkach stanÄÅo w drzwiach sali, jeden czytaÅ nazwiska, drugi mierzyÅ nienawistnym spojrzeniem wyczytanych i wskazywaÅ rÄkÄ miejsce, gdzie majÄ siÄ ustawiÄ /â¦/. Józef spiesznie doÅÄ czyÅ do wyczytanych. Nareszcie, myÅlaÅ, wyjaÅni siÄ i byÄ może dziÅ jeszcze bÄdzie w domu. Po skoÅczeniu czytania, wyprowadzono ich na dziedziniec i ustawiono dwójkami przy murze domu.
Ze wszystkich stron byli pilnowani przez eskortÄ esesmanów. Druga grupa hitlerowców z Åopatami ÅadowaÅa siÄ do ciÄżarowego, krytego brezentem, samochodu. Samochód odjechaÅ, a za chwilÄ poprowadzono ustawionych w dwójki wiÄźniów drogÄ w stronÄ CzartoÅomia i Chojniczek. Wraz ze Zblewskim prowadzono: KoliÅskiego, Wróblewskiego, SÅomiÅskiego, WaÅtowskiego, braci MiÅkowskich i Rekowskiego z Czerska. Razem okoÅo 15 osób. Po chwili marszu skierowano ten smutny orszak w pole porosÅe niewielkÄ koniczynÄ . Z pagórka przy drodze zeszli w dolinÄ, gdzie staÅ wspomniany samochód z grupÄ esesmanów. Podprowadzonym do samochodu skazaÅcom, obstawionym przez czÅonków Selbstschutzu, kazano siÄ rozebraÄ do pasa. Odzież i dokumenty zÅożyÄ w samochodzie. CaÅa dolina byÅa obstawiona czÅonkami Selbstschutzu uzbrojonymi w broÅ maszynowÄ . Obnażonych wiÄźniów prowadzono dwójkami w kierunku rowów strzeleckich pozostaÅych po wojnie z wrzeÅnia. Józef Zblewski znajdowaÅ siÄ w trzeciej dwójce od czoÅa z prawej strony. UÅwiadomiÅ sobie nagle, że znajduje siÄ w ,,Dolinie Åmierciâ, o której już sÅyszaÅ. Jesienne sÅoÅce chyliÅo siÄ ku zachodowi, dotykajÄ c rÄ bkiem widnokrÄgu. W tej scenerii znikaÅa ostatnia nadzieja Józefa. Instynktownie wyczuÅ, że zbliża siÄ ostatnia chwila jego życia, że ten piÄkny zachód sÅoÅca oglÄ da po raz ostatni. W rozgorÄ czkowanym umyÅle, jak w kalejdoskopie przesuwajÄ siÄ obrazy: żony, dzieci, rodziny. LÄk przed ÅmierciÄ nie daje mu skupiÄ chaotycznie rozbieganych myÅli. PrzebÅyski nadziei przygniataÅ widok miejsca kaźni. W pewnym momencie, kiedy już zbliżali siÄ do rowów strzeleckich, jakaÅ siÅa tajemna każe Józefowi uciekaÄ. Bez zastanowienia, pchniÄty jakÄ Å nadludzkÄ siÅÄ w obliczu Åmierci, wyskakuje w bok i rzuca siÄ do ucieczki. BiegÅ w stronÄ miejskiego lasu, ile mu tylko starczyÅo siÅ. Kiedy minÄ Å liniÄ wystawionych posterunków obejrzaÅ siÄ w biegu i spostrzegÅ goniÄ cych go Niemców oraz posÅyszaÅ strzaÅy. Józef skupiÅ wówczas wszystkie siÅy i ze zdwojonÄ energiÄ biegÅ dalej w stronÄ lasu. Od zbawczego lasu dzieliÅa go przestrzeÅ moczarów i grzÄ skich ÅÄ k, porosÅych tu i ówdzie krzewami, które wÄ skim pasem ciÄ gnÄÅy siÄ od miasta w kierunku póÅnocnym. Zblewski biegnÄ c wpadÅ w te moczary, ugrzÄ zÅ i przewróciÅ siÄ. LÄk przed ÅmierciÄ dodawaÅ mu siÅ. BÅyskawicznie podniósÅ siÄ i kluczÄ c wybieraÅ na oko suchsze miejsca, biegÅ w stronÄ lasu. Kiedy dopadÅ lasu nie zwolniÅ biegu, zdawaÅo mu siÄ, że gestapowcy goniÄ go nadal. Instynktownie wybieraÅ gÄstsze poÅacie lasu. BiegnÄ c tak, zauważyÅ niewielki doÅek i przy nim kupÄ chrustu. Bez namysÅu ukryÅ siÄ w tym doÅku naciÄ gajÄ c na siebie chrust. Serce waliÅo mu jak mÅotem. ByÅ na wpóŠobÅÄ kany. ZdawaÅo mu siÄ wciÄ Å¼, że goniÄ cy go Niemcy sÄ tuż koÅo niego i usÅyszÄ jego gwaÅtowne bicie serca. WstrzymaÅ oddech, caÅy zamieniajÄ c siÄ w sÅuch. SÅyszaÅ strzaÅy dochodzÄ ce od strony ,,Doliny Åmierciâ i wydawaÅo mu siÄ, że w lesie, blisko niego znajdujÄ siÄ też gestapowcy. ModliÅ siÄ gorÄ co jak nigdy /â¦/.
ŹródÅo:
WÅadysÅaw Kulesza, Ucieczka z âDoliny Åmierciâ, âPomeraniaâ 1976, nr 4, s. 6-8.
Mimo trudnej okupacyjnej rzeczywistoÅci nie wszyscy mieszkaÅcy ziemi chojnickiej zamierzali poddaÄ siÄ bezwzglÄdnej dyktaturze hitlerowskiej. Mimo groÅ¼Ä cych kar i sankcji, osobistych lub rodzinnych, z narażeniem życia tworzyli i organizowali dziaÅania o wymiarze antyniemieckim. Byli na terenie miasta nauczyciele, którzy podejmowali siÄ pracy na tajnych kompletach, a wiÄc nauczania w jÄzyku polskim w prywatnych domach przy wybranej i wÄ skiej grupie wychowanków. Osoby pracujÄ ce w urzÄdach przeglÄ daÅy korespondencjÄ i dokumenty informujÄ c polskie podziemie o planowanych akcjach eksterminacyjnych. Inni organizowali dokumenty, żywnoÅÄ i ubrania dla ukrywajÄ cych siÄ w okolicznych lasach partyzantów. Jeszcze inni dokumentowali zbrodnie dokonywane przez hitlerowców na terenie ziemi chojnickiej.
DziaÅalnoÅÄ patriotycznÄ próbowaÅa także odtworzyÄ mÅodzież uczÄ ca siÄ w chojnickim gimnazjum mÄskim, która to szkoÅa Årednia miaÅa siÄ staÄ wzorcowÄ placówkÄ hitlerowskÄ . W wyniku podjÄtej prowokacji niemieckiej komórkÄ tÄ rozpracowano, aresztowano najbardziej aktywnÄ mÅodzież oraz wysÅano m.in. do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Na kanwie tych wydarzeÅ oparto jeden z odcinków popularnego niegdyÅ serialu telewizyjnego âStawka wiÄksza niż życieâ. GÅównÄ rolÄ w nim zagrali bracia DamiÄccy â Maciej i Damian. W filmie jeden z nich zdeklarowany germanofil optujÄ cy za Niemcami, drugi zdecydowany polonofil opowiadajÄ cy siÄ za Polakami. Niejedna rodzina chojnicka i pomorska w tym okresie ulegÅa tak zdecydowanym podziaÅom, donoszÄ c na siebie nawzajem do urzÄdów niemieckich, powodujÄ c w skrajnych przypadkach wiÄzienie najbliższych bÄ dź ich wywózkÄ do obozów koncentracyjnych czy obozów pracy.
Szczególne miejsce w czynnym oporze przeciwko okupantom miaÅa partyzantka i jej ziemianki budowane w pomorskich lasach. Do leÅnych oddziaÅów trafiali ukrywajÄ cy siÄ przed Niemcami mÅodzi ludzie, uciekinierzy z wojska niemieckiego bÄ dź osoby, które stanÄ Ä miaÅy przed sÄ dami za drobne niekiedy przestÄpstwa gospodarcze. Jeden z bardziej charakterystycznych bunkrów, nazywany âZielonym PaÅacemâ, zostaÅ przygotowany przez partyzantów w lasach pod MÄcikaÅem. W wyniku przygotowanej przez Niemców obÅawy wiÄkszoÅÄ partyzantów zginÄÅa broniÄ c siÄ przez kilka godzin. Podobny los spotkaÅ ukrywajÄ cych siÄ Polaków na jednej z wysp Jeziora Charzykowskiego. W wyniku przeprowadzonej obÅawy na partyzantów, którzy nie majÄ c kontaktu bezpoÅredniego z lÄ dem nie mieli żadnych szans na ucieczkÄ.
Prowadzone akcje antyniemieckie w tym czasie byÅy niebezpieczne nie tylko dla samych partyzantów czy osób stosujÄ cych bierny opór. OdpowiedzialnoÅciÄ za ich przeprowadzenie obarczano także ludnoÅÄ cywilnÄ . Prewencyjnie zamykano każdego dnia 10 zakÅadników w chojnickim wiÄzieniu spoÅród wybranej ludnoÅci miejskiej bÄ dź wytypowanych tam osób, odsiadujÄ cych wyroki np. za zabicie wÅasnej Åwini czy cielaka. W przypadku dokonania w tym czasie jakiegokolwiek aktu sabotażowego przez miejscowÄ bÄ dź obcÄ partyzantkÄ zakÅadników tych wysyÅano do obozów koncentracyjnych bÄ dź wiÄzieÅ, w których dokonywano egzekucji z dala od spoÅecznoÅci lokalnych i regionalnych.
Harcerze i harcerki o hitlerowskiej okupacji
[Chojnice, 1939-1945]
Edmund Chrzanowski
Po bestialskim zakazie mówienia po polsku, po rewizjach i konfiskacie wszystkich ksiÄ Å¼ek w jÄzyku polskim (w naszej rodzinie w listopadzie 1939 r.) zrozumieliÅmy, że jednÄ z form walki z okupantem jest ochrona jÄzyka i kultury. Po polsku mogliÅmy mówiÄ swobodnie jedynie w domu. PamiÄtam, jak za mowÄ polskÄ na ulicy MÅyÅskiej biÅy nas wyrostki z Hitlerjugend. Dodam, że po rewizji i konfiskacie mieszkanie nasze byÅo pod obserwacjÄ i podsÅuchem, którego wykonawcÄ byÅ SS-man z ul. Staszica o polskim nazwisku Konarski (takie podaje mi moja pamiÄÄ).
ZaczÄliÅmy siÄ spotykaÄ u Zygmunta Kiedrowicza przy ulicy Kopernika. Dla ostrożnoÅci gromadziliÅmy siÄ w maÅych grupach. Z miasta nie mogli przyjÅÄ koledzy na Góry (dzielnica Chojnic), bo spotkania odbywaÅy siÄ wieczorami, a godzina policyjna utrudniaÅaby powrót do domu. UczestniczyÅ w nich również Zygmunt Ostrowski, Zygmunt Kiedrowicz ze swojÄ siostrÄ (zdolnÄ polonistkÄ ) i wprowadzony mój brat, Alfons. Nasze spotkania poÅwiÄcaliÅmy gÅównie literaturze i poezji polskiej, Każdy z nas otrzymywaÅ za zadanie przeczytaÄ np. âKonrada Wallenrodaâ i przygotowaÄ siÄ do dyskusji. Ile to byÅo staraÅ, by zdobyÄ ksiÄ Å¼kÄ. Z jakim pietyzmem czytaliÅmy zakazane dzieÅa. PrzychodziÅ nam z pomocÄ prof. Bieszk, z którym kontaktowaÅ siÄ Zygmunt K. /â¦/.
Józef Paszek
W latach 1940-1942 odbyÅo siÄ kilka spotkaÅ w mieszkaniu mojej rodziny przy ulicy Mickiewicza 48 (Ziegelstr.) z okazji przyjazdu mojego kolegi szkolnego Izydora MaÅkowskiego. PrzyjeżdżaÅ w towarzystwie 3-4 jego znajomych, jak później okazaÅo siÄ, bardzo aktywnych harcerzy. OdżywaÅy wspólne przeżycia z obozów harcerskich. ÅpiewaliÅmy piosenki i kolÄdy (w czasie ÅwiÄ t). Przypominam sobie sÅowa mojej matki âU góry Niemcy, na dole i obok, a my w Årodku w innym Åwiecieâ. Rodzice byli wyraźnie zadowoleni. Izydor, harcerz bez skazy, caÅkowicie oddany sprawie, czynny spoÅecznik i dobry kolega z jednej klasy gimnazjalnej, w czasie okupacji mieszkaÅ przy rodzicach na majÄ tku pod CheÅmnem. OdwiedziÅem go i wtedy zapoznaÅ mnie z Henrykiem MrelÄ (z CheÅmna, rocznik 1924) bardzo aktywnym i odważnym w wypowiedziach zwiÄ zanych z dziaÅalnoÅciÄ harcerskÄ . ZaprzyjaźniliÅmy siÄ i wzajemnie odwiedzaliÅmy /â¦/.
ŹródÅo:
W mroku nocy. Z lat okupacji na ziemi chojnickiej 1939-1945, oprac. K. SzczepaÅski, Chojnice 1986, s. 81-83.
Urodzony w Chojnicach 22 lutego 1917 r. Walter Ludwik Renk byÅ synem Kazimierza i Heleny z domu KieÅkowskiej. Do miasta rodzina przyjechaÅa co prawda z Torunia, ale z regionem miaÅa wiele wspólnego. Ojciec bowiem wywodziÅ siÄ z Kosznajderii, a wiÄc krainy geograficznej wystÄpujÄ cej na pograniczu powiatów chojnickiego, tucholskiego i sÄpoleÅskiego. Kosznajdrzy, sprowadzani na ten teren jeszcze za czasów zakonu krzyżackiego, mimo, że mówili po niemiecku należeli do KoÅcioÅa katolickiego i z religiÄ tÄ pozostali zwiÄ zani do koÅca swego osadnictwa na ziemiach polskich. Ze spoÅecznoÅci tej wyrosÅa stosunkowo pokaźna grupa duchownych, nauczycieli i rzemieÅlników.
SpoÅród czwórki rodzeÅstwa byÅ trzecim z kolei dzieckiem po Zygfrydzie (ur. 1910 r.) i Brygidzie (ur. 1912 r.), ale przed Marianem (ur. 1924 r.). Jako jedyny z rodziny uzyskaÅ tzw. peÅne wyksztaÅcenie, co byÅo w ówczesnym czasie dopeÅnieniem szczÄÅcia rodziny. UczyÅ siÄ bez wyjÄ tku w szkoÅach polskich. Od czasów nauki szkolnej podpisywaÅ siÄ jako Ludwik chcÄ c bardziej zwiÄ zaÄ siÄ ze spoÅecznoÅciÄ polskÄ . Najpierw byÅa to chojnicka SzkoÅa Powszechna a nastÄpnie MÄskie Gimnazjum Klasyczne. Po zdaniu w 1935 r. matury odbyÅ jednorocznÄ sÅużbÄ wojskowÄ w 66. Kaszubskim PuÅku Piechoty w CheÅmnie uzyskujÄ c stopieÅ podchorÄ Å¼ego. Po jej zakoÅczeniu rozpoczÄ Å studia z zakresu elektrotechniki na Politechnice Warszawskiej, które ukoÅczyÅ w 1939 r.
W przededniu rozpoczÄcia II wojny Åwiatowej zostaÅ zmobilizowany do swego macierzystego puÅku. Z nim też odbyÅ kampaniÄ wrzeÅniowÄ broniÄ c poczÄ tkowo GrudziÄ dza, a nastÄpnie uczestniczyÅ w dziaÅaniach odwrotowych, które zatrzymaÅy siÄ na Warszawie. Z niemieckiej niewoli zbiegÅ docierajÄ c na przeÅomie 1939/1940 r. w rodzinne strony. ChcÄ c uniknÄ Ä kolejnego uwiÄzienia przyjÄ Å niemieckÄ listÄ narodowoÅciowÄ i wystÄpowaÅ odtÄ d jako Volksdeutsch. Po tym zdarzeniu rozpoczÄ Å pracÄ w intendenturze chojnickiego garnizonu wojskowego. StÄ d, w wyniku zgÅoszonej aplikacji, zostaÅ przyjÄty do pracy w berliÅskiej firmie elektrotechnicznej Simens & Halski. ZamieszkaÅ wówczas w dzielnicy Charlottenburg.
W trakcie jednego z przyjazdów domowych spotkaÅ w chojnickim centrum kolegÄ podharcmistrza Bernarda MyÅliwka, który zaangażowaÅ go do dziaÅaÅ sabotażowych w ramach polskiego ruchu oporu. Po krótkiej aktywnoÅci, trwajÄ cej od marca do czerwca 1943 r., zostaÅ w Berlinie rozpracowany przez wrocÅawskie Gestapo, którego konfidentem okazaÅ siÄ jeden z polskich kurierów. OdtÄ d rozpoczÄÅo siÄ brutalne Åledztwo w jego sprawie trwajÄ ce ponad rok i zakoÅczone 31 VIII 1944 r. postawieniem przed hitlerowskim I Senatem TrybunaÅu Ludowego w Berlinie. Instancja ta skazaÅa go za zdradÄ niemieckiej racji stanu na karÄ Åmierci.
Wyrok na Walterze Ludwiku Renku przez ÅciÄcie na gilotynie wykonano 2 X 1944 r. o godz. 12.38 w podberliÅskim wiÄzieniu Brandenburg. ByÅ jednym z 2743 straconych w ten sposób przeciwników hitleryzmu, choÄ nie jedynym z powiatu chojnickiego. Po wojnie jego matka podjÄÅa u wÅadz Niemieckiej Republiki Demokratycznej starania o odzyskanie zwÅok syna. Ostatecznie w 1949 r. przywiozÅa do Chojnic urnÄ z prochami syna, który symbolicznie pozostaje zwiÄ zany z miastem urodzenia do dnia dzisiejszego.
Ostatni list Ludwika Renka
[Brandenburg, 2 października 1944 r.]
Moi bardzo Kochani!
Gdy skoÅczÄ ten list bÄdÄ mógÅ sobie powiedzieÄ âWypeÅniÅo siÄ, czas próby siÄ skoÅczyÅâ. PozostaÅo mi tylko kilkanaÅcie minut życia. Toteż chcÄ siÄ z Wami szybko pożegnaÄ i Wam napisaÄ, co mi w tych ostatnich chwilach życia na myÅl przychodzi. Å»aÅujÄ, że muszÄ Was, kochanych, tu pozostawiÄ â wydaje mi siÄ jakobym w tej chwili otrzymaÅ rozkaz opuszczenia tego burzami zagrożonego statku, na którym my wszyscy siÄ znajdujemy i abym siÄ udaÅ w miejsce bezpieczne, kiedy Wy, kochani, musicie tu pozostaÄ. OtrzymaÅem przed chwilÄ Ostatnie Sakramenty jako pokarm na mojÄ ostatniÄ drogÄ. PrzechodzÄ wiÄc peÅen nadziei przez próg do Królestwa ÅwiatÅa, a Was muszÄ w bólu pozostawiÄ. Ta rozÅÄ ka jest jednak tylko pozorna, bo Królestwo Ducha graniczy w każdym punkcie z tym trójwymiarowym Åwiatem i mam nadziejÄ, że ja, kiedy Wy ten list czytacie, bÄdÄ miÄdzy Wami. Dla Was niewidoczny, a jednak prawdziwy i żywy. I nie tylko wtedy jestem z Wami, gdy o mnie myÅlicie i nie tylko tak dÅugo, jak pamiÄÄ o mnie pozostaje w Waszej podÅwiadomoÅci, nie: zawsze jestem przy Was, obejmujÄ Was i przyciskam Was do swego serca. Nie bÄ dźcie zatem smutni, lecz cieszcie siÄ ze mnÄ , którego już ogarnÄÅa gorÄ czka podróży. Jest mi tak jakobym jechaÅ ognistym wozem, pozbywszy siÄ nÄdznych wiÄzów niedoskonaÅoÅci ludzkiego bytu, pÄdziÄ do Krainy Rozkoszy i WolnoÅci. Jakaż to bÄdzie radoÅÄ zanurzyÄ siÄ w Prawdzie, doznawaÄ i rozkoszowaÄ siÄ PiÄknem, bez obawy pomyÅek, zmÄczenia itp. Jakaż to bÄdzie radoÅÄ spotkaÄ starych przyjacióŠi krewnych oraz oglÄ daÄ Najszlachetniejszego i Najczcigodniejszego wszech czasów. To jest to, on, nasz ludzki niedoskonaÅy i nÄdzny rozum sobie wyobraża â tyle szczÄÅcia i radoÅci, jakaż wspanialsza i piÄkniejsza może byÄ rzeczywistoÅÄ? Dlatego cieszcie siÄ ze mnÄ , jeżeli mnie kochacie (a że mnie kochacie to wiem bardzo dobrze). Jest naprawdÄ tak, że kogo bogowie kochajÄ , zabierajÄ go za mÅodu. Nie wiem tylko, czym zasÅużyÅem sobie na tÄ miÅoÅÄ, na pewno najmniej moimi zasÅugami. Jeżeli w życiu coÅ osiÄ gnÄ Åem, jeżeli mnie jako czÅowieka choÄ trochÄ dobrze oceniÄ , to jest to wyÅÄ cznie Åaska Boga, który mi daÅ takich rodziców, rodzeÅstwo, przyjacióÅ, krewnych, nauczycieli i dobroczyÅców, jak rzadko komu innemu. On też wspieraÅ wszystkie moje poczynania i osÅaniaÅ mnie przed wiÄkszymi rozczarowaniami i wiÄkszym bólem, zwÅaszcza w ostatnim roku, w którym przeżyÅem najszczÄÅliwsze godziny mojego życia. Dlatego, bardzo proszÄ, gdy zamówicie pierwszÄ mszÄ ÅwiÄtÄ w mojej intencji, aby nie byÅo to Requiem, lecz Msza DziÄkczynna za wszystkie dobra, co od Boga doznaÅem, za co nie jestem w stanie dostatecznie Mu podziÄkowaÄ. W istocie Bóg kieruje naszymi sprawami tak, że lepiej nie moglibyÅmy sobie tego życzyÄ.
Toteż mówiÄ Wam tak, jakbym ukÅadaÅ siÄ do snu âZostaÅcie z Bogiemâ. Niech Bóg Wam da wszelkiego dobra i wynagrodzi za wszystko, coÅcie dla mnie dobrego uczynili, albo jeżeli wam sprawiÅem ból. W miÅoÅci Åciskam i caÅujÄ was wszystkich serdecznie.
Wasz Ludwik
ŹródÅo:
W. JastrzÄbski, Potomek Kosznajdrów w armii Krajowej. Tragiczne losy wojenne Ludwika Waltera Renka (1917-1944), Chojnice 2016, s. 91-92.
Od jesieni 1939 r. na terenie miasta i powiatu chojnickiego rozpoczÄÅa siÄ typowa okupacyjna rzeczywistoÅÄ zdominowana przez ideologiÄ hitlerowskÄ . Na jej czele wystÄpowaÅa administracja miejska, która byÅa zespolona ze strukturami partii NSDAP. Podobnie wyglÄ daÅa organizacja gmin i powiatu. Do dyspozycji wÅadze niemieckie miaÅy komórkÄ Gestapo, paramilitarnÄ organizacjÄ Selbstschutz oraz administracyjne jednostki zespolone. One utrzymywaÅy porzÄ dek w mieÅcie i regionie oraz zapewniaÅy ÅÄ cznoÅÄ z wÅadzami naczelnymi, gÅównie otoczeniem gauleitera Alberta Forstera urzÄdujÄ cego w GdaÅsku. PodlegÅÄ im ludnoÅÄ w terenie podzielono w myÅl Volkslisty na cztery grupy: osoby narodowoÅci niemieckiej, osoby przyznajÄ ce siÄ do narodowoÅci niemieckiej, osoby autochtoniczne uważane za Niemców oraz osoby pochodzenia niemieckiego, które siÄ spolonizowaÅy. Już w pierwszych tygodniach okupacji A. Forster gÅosiÅ: âKto należy do narodu polskiego, musi zniknÄ Ä. Najzaszczytniejszym dla nas zadaniem jest uczynienie wszystkiego, aby każdy przejaw polskoÅci zginÄ Å bez resztyâ.
LudnoÅÄ cywilnÄ miasta i powiatu objÄto powszechnÄ ewidencjÄ administracyjnÄ . Osoby, które nie mogÅy bÄ dź nie wpisaÅy siÄ na niemieckÄ listÄ narodowoÅciowÄ byÅy szykanowane bÄ dź objÄte powszechnymi eksmisjami. WywÅaszczano je i wysyÅano na tereny Generalnej Guberni umożliwiajÄ c zabranie tylko najbardziej potrzebnych rzeczy. Inne osoby rejestrowaÅ Arbeitsamt, czyli urzÄ d pracy, zajmujÄ cy siÄ caÅoÅciÄ spraw zatrudnienia. Tylko takie osoby otrzymywaÅy kartki żywnoÅciowe, gdyż w czasie wojny caÅe Niemcy byÅy objÄte reglamentacjÄ najpilniejszych towarów.
W zwiÄ zku z wcieleniem Pomorza do Rzeszy Niemieckiej w okolice Chojnic trafiaÅy osoby na przymusowe roboty z przeznaczeniem do prac fortyfikacyjnych na potrzeby wojenne, zakÅadów przemysÅowych oraz gospodarstw rolnych. Wraz z rozwojem sytuacji na froncie zachodnim do Chojnic trafiali przesiedleÅcy z tych niemieckich miast, które byÅy zagrożone bombardowaniami aliantów. W 1944 r., w zwiÄ zku ze zbliżaniem siÄ Armii Czerwonej od wschodu, docierali w granice miasta przesiedleÅcy z krajów nadbaÅtyckich oraz WÄgier i Rumunii. W okresie tym pojawiÅa siÄ także niemiecka mÅodzież m.in. z Wolnego Miasta GdaÅska, która kopaÅa rowy strzeleckie i budowaÅa zapory przeciwczoÅgowe, przygotowujÄ c ten teren do przyszÅych dziaÅaÅ wojennych. W grupie tej znalazÅ siÄ m.in. Gűnter Grass, późniejszy laureat Nagrody Nobla, który opisaÅ ten czas w powieÅci Kot i mysz.
Na terenie miasta i regionu nie można byÅo mówiÄ po polsku, ani celebrowaÄ polskich ÅwiÄ t paÅstwowych czy katolickich. Wszelkie oznaki nieposÅuszeÅstwa ze strony mieszkaÅców karano wiÄzieniem, biciem, wysyÅkÄ do obozów koncentracyjnych bÄ dź obozów pracy. Wysokie kary groziÅy za sabotaż, przemysÅowy i rolno-hodowlany. Wraz z kolejnymi porażkami doznawanymi przez oddziaÅy niemieckie na frontach II wojny Åwiatowej na mieszkaÅców nakÅadano dodatkowe obciÄ Å¼enia w postaci kontyngentów żywnoÅciowych, wyższych norm pracy bÄ dź dodatkowych obciÄ Å¼eÅ zawodowych. ByÅ to taki czas, kiedy nikt nie mógÅ czuÄ siÄ wolnym i bezpiecznym.
Wojenne losy chojniczan
[Chojnice, 1939-1945]
W Chojnicach w tym czasie pojawiaÅo siÄ coraz wiÄcej rodzin niemieckich z zachodu i wschodu Europy. Przesiedlani z zachodu byli Niemcy ze zbombardowanych miast, ze wschodu zaÅ tzw. Niemcy baÅtyccy (Baltendeutsche). Z niektórymi dzieÄmi tych rodzin zawieraliÅmy przyjaźnie podwórkowe. Potrzeba wspólnej zabawy przeÅamywaÅa uprzedzenia /â¦/.
Chojnice stanowiÅy ważny wÄzeÅ kolejowy, drogowy i również pocztowy, wymagajÄ cy zatrudnienia znacznej liczby pracowników. Na bazie tych osób dziaÅaÅy kluby sportowe, w tym piÅkarskie i gimnastyczne. PrzypominajÄ mi siÄ nieustajÄ ce ,,derbyâ piÅkarskie miÄdzy pocztowcami i kolejarzami, w których jako kibice my, chÅopcy, z dużymi emocjami uczestniczyliÅmy /â¦/.
Im dÅużej trwaÅa okupacja, tym braki w zaopatrzeniu stawaÅy siÄ bardziej dotkliwe. W byle jak skleconych klatkach chowaÅo siÄ króliki. Trawy i mleczy do ich karmienia byÅo w okolicy sporo. Odpowiednio upieczony królik wzbogacaÅ w biaÅko zwierzÄce nasze jedzenie. Z pomidorów dziko rosnÄ cych na lewej skarpie przed dworcem, jeszcze zielonych, w bliżej mi nieznanej technologii sporzÄ dzano marmoladÄ /â¦/.
Ojciec podczas pracy na kolei poddawany byÅ niejednokrotnie brutalnym przesÅuchaniom. DotyczyÅo to faktycznych lub domniemanych przez Niemców aktów sabotażu, np. stwierdzonego w oleju piasku, wytapiajÄ cego Åożyska parowozów. Psychicznie zaÅamany problemami w pracy, ogólnÄ psychozÄ strachu przed wywózkÄ , ÅwiadomoÅciÄ obowiÄ zku ulżenia losowi mego brata i siostry, przy kolejnym wezwaniu do starostwa podpisaÅ przystÄ pienie do III grupy. PoskutkowaÅo to na krótko. Brata zwolniono z robót u Bauera, skÄ d powróciÅ schorowany i zaÅwierzbiony /â¦/.
PrzygnÄbiajÄ ce byÅy wywieszane przez okupanta ogÅoszenia o wykonanych egzekucjach na ,,Polnische Banditenâ. ZdarzaÅo mi siÄ oglÄ daÄ szupo, które prowadziÅo skatowanego i skutego ÅaÅcuchami Polaka, czasem pojmanego partyzanta, z dworca do komendy szupo lub gestapo, mieszczÄ cych siÄ w ÅródmieÅciu /â¦/.
W tym samym roku mojego brata Norberta wcielono do Wehrmachtu. Poprzez Niemcy, Schleswig-Holstein, oraz DaniÄ znalazÅ siÄ w koÅcu we Francji, gdzie w trakcie odwrotu po lÄ dowaniu aliantów zostaÅ wziÄty do niewoli i nastÄpnie wcielony do polskiej armii /â¦/.
W listopadzie tego roku, gdy armia niemiecka cofaÅa siÄ pod naporem Sowietów, zdarzaÅy siÄ przypadki dezercji. Mój wuj Jan Kosidowski w Kowalskich BÅotach w piwniczce pod korytarzem wejÅciowym ukrywaÅ dezertera, Polaka wcielonego do Wehrmachtu. W wyniku donosu pewnego dnia, rankiem, zjawiÅa siÄ Å¼andarmeria niemiecka i na miejscu w piwnicy zastrzeliÅa tego mÅodego mÄżczyznÄ. Wuj zostaÅ zmuszony do wyniesienia go z tej kryjówki, wykopania za stodoÅÄ grobu i zasypania. NastÄpnie skuty, zostaÅ zabrany i prawdopodobnie po paru dniach, gdzieÅ w okolicach Skórcza, rozstrzelany. Miejsce jego pochówku jest nieznane /â¦/.
CiotkÄ BronisÅawÄ, siostrÄ mojej matki oraz kuzynkÄ MaÅgosiÄ, zabrano do Stutthofu. W 1945 roku kuzynka zachorowaÅa na tyfus. Niemcy wszystkich chorych zaÅadowali na barkÄ, którÄ holownik wyciÄ gnÄ Å przez ZatokÄ GdaÅskÄ na otwarte morze celem jej zatopienia. W wyniku ostrzelania przez samolot sowiecki, holownik odciÄ Å hol i salwowaÅ siÄ ucieczkÄ . Barka dryfowaÅa po BaÅtyku okoÅo tygodnia /â¦/.
ŹródÅo:
Jan Malicki, Wspomnienia z wojny Åwiatowej 1939-1945 roku, âZeszyty Chojnickieâ 2014, nr 30, s. 183-190.
Urodzony 27 grudnia 1910 r. we wÅoskim Bolzano Josef Mayr-Nusser do ostatnich miesiÄcy życia pozostawaÅ zwiÄ zany z Tyrolem PoÅudniowym. Szybko zostaÅ sierotÄ , albowiem ojciec zmarÅ w czasie I wojny Åwiatowej. Wychowany zostaÅ w rodzinie katolickiej, która przywiÄ zywaÅa dużo uwagi do kwestii religii oraz szacunku do drugiego czÅowieka. Codziennie uczestniczyÅ we mszy ÅwiÄtej, czytaÅ Pismo ÅwiÄte oraz inne dzieÅa religijne. Z czasem zostaÅ przewodniczÄ cym Akcji Katolickiej w niemieckojÄzycznej czÄÅci archidiecezji trydenckiej. Aktywnie uczestniczyÅ w dziaÅalnoÅci charytatywnej Konferencji Åw. Wincentego á Paulo. Jego poglÄ dy nie zmieniÅy siÄ ani po przejÄciu wÅadzy w Rzymie przez Benito Mussoliniego, ani też po wybuchu II wojny Åwiatowej we wrzeÅniu 1939 r. W dniu opublikowania we WÅoszech manifestu rasowego (âManifesto della razzaâ) nazwaÅ go bardzo niebezpiecznÄ chorobÄ wspóÅczesnych jemu czasów.
Po ukoÅczeniu szkóŠw rodzinnej miejscowoÅci zatrudniony zostaÅ w fimie Eccel, później odbywaÅ sÅużbÄ wojskowÄ w Piemoncie, a w 1941 r. zostaÅ kasjerem w firmie Amonn. 26 maja 1942 r. ożeniÅ siÄ z Hildegard Straub, a po roku urodziÅ mu siÄ syn Albert. ByÅ to ten wojenny czas, kiedy generalicja wÅoska poddaÅa paÅstwo aliantom aresztujÄ c i internujÄ c swego przywódcÄ Benito Mussoliniego. Z wydarzeniami tymi nie chciaÅy pogodziÄ siÄ wÅadze hitlerowskie uwalniajÄ c wÅoskiego dyktatora i wysyÅajÄ c swoje dywizje na PóÅwysep ApeniÅski. ZapewniÅy w ten sposób przywrócenie do wÅadzy wÅoskiego dyktatora na póÅnocy kraju, który ÅciÅle wspóÅpracowaÅ z Adolfem Hitlerem. W tym czasie doszÅo do deportacji Å»ydów poÅudniowotyrolskich. 5 wrzeÅnia 1944 r., w wyniku spodziewanej ofensywy paÅstw alianckich, Josefa Mayr-Nussera wcielono do wojska niemieckiego. W ten sposób trafiÅ do obozu szkoleniowego SS w Chojnicach, gdzie po kilkumiesiÄcznym przeszkoleniu odmówiÅ zÅożenia przysiÄgi na wiernoÅÄ Hitlerowi, argumentujÄ c, że jego jedyny âFührerâ, czyli Wódz, to Chrystus.
Za odmowÄ zÅożenia tej przysiÄgi na placu apelowym w Chojnicach Josef Mayr-Nusser zostaÅ aresztowany i nastÄpnie skazany przez sÄ d wojskowy na wywiezienie do obozu koncentracyjnego w Dachau koÅo Monachium. Na miejsce to jednak nie dojechaÅ, bowiem w transporcie 24 lutego 1945 r. zmarÅ na stacji kolejowej w Erlangen na terenie Bawarii. MiaÅ wówczas 34 lata.
Już na poczÄ tku XXI w. wszczÄto proces beatyfikacyjny w jego sprawie. Postulator jego osoby, ks. Josef Innerhofer, stwierdziÅ: âTylko on podniósÅ rÄkÄ i powiedziaÅ, że nie zÅoży przysiÄgi. Zdziwiony oficer pytaÅ go: «To ty nie jesteÅ stuprocentowym nazistÄ ?». Na to Josef odpowiedziaÅ: «Nie, nie jestem i nie kierujÄ siÄ wytycznymi tej partii». Jeden z jego kolegów mówiÅ mu: âPrzecież i ja jestem praktykujÄ cym chrzeÅcijaninem, ale nie uważam, żeby Pan Bóg wymagaÅ od nas nie skÅadania tej przysiÄgi. I co to da? ZabijÄ ciÄ, twoja żona nie bÄdzie już miaÅa mÄża ani dziecko ojca, a wojny i tak nie zatrzymaszâ. Na to Josef odrzekÅ: «Jeżeli nikt nie bÄdzie miaÅ odwagi wstaÄ i powiedzieÄ, że to nie jest sÅuszne, nigdy nie bÄdzie można niczego zmieniÄ». Kiedy zmarÅ, znaleziono przy nim różaniec, mszalik i Nowy Testamentâ â dodaÅ postulator. Na tej podstawie zostaÅ wyniesiony do chwaÅy oÅtarzy w Bolzano na póÅnocy WÅoch. W tamtejszej katedrze 18 marca 2017 r. beatyfikacji mÄczennika przewodniczyÅ, w imieniu papieża, prefekt ds. Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Amato.
List wÅadz miasta wysÅany do Bolzano
[Chojnice, 25 sierpnia 2020 r.]
Niech bÄdzie pochwalony Jezus Chrystus!
Piszemy, ponieważ istnieje osoba, która ÅÄ czy dwie odlegÅe miejscowoÅci. Ta osoba to Josef Mayr-Nusser. UrodziÅ siÄ 27 grudnia w 1910 r. w Nusserhof w Piani di Bolzano w Chojnicach (niemieckie Konitz) 4 października 1944 roku odmówiÅ zÅożenia Ålubu posÅuszeÅstwa Hitlerowi, a w Katedrze w Bolzano 18 marca 2017 roku zostaÅ ogÅoszony bÅogosÅawionym. ÅÄ czy nas jeden bohater i z pewnoÅciÄ zasÅuguje na szczególnÄ pamiÄÄ
SpoÅecznoÅÄ miasta Chojnice już od pewnego czasu przyglÄ da siÄ niezwykÅej postaci bÅogosÅawionego Josefa. ChcielibyÅmy, żeby jego historia i Åwiadectwo życia pozostaÅy w naszej pamiÄci na staÅe. Jako wspólnota koÅcioÅa pragniemy wprowadziÄ do kalendarza liturgicznego wspomnienie bÅogosÅawionego Josefa. PrzygotowujÄ c lud wierny poprzez katechezy, wspólne nabożeÅstwa i modlitwy za jego wstawiennictwem. Jako obywatele miasta Chojnice zamierzamy nazwaÄ jednÄ z ulic jego imieniem i upamiÄtniÄ jego mÄczeÅstwo pomnikiem historii. Centrale obchody ku czci i pamiÄci Josefa planujemy na 18 marca, w dniu jego liturgicznego wspomnienia. Wydarzenia te pragniemy poprzedziÄ wystawÄ poÅwiÄconÄ Josefowi, zaprezentowanÄ na rynku w centrum naszego miasta. PojawiÄ siÄ także liczne informacje w naszych lokalnych mediach, które bÄdÄ miaÅy przybliżyÄ historiÄ naszego mÄczennika
Zwracamy siÄ do was z serdecznÄ proÅbÄ , o wsparcie naszych inicjatyw. ChcielibyÅmy wykorzystaÄ informacje przez was zgromadzone, przetÅumaczyÄ na jÄzyk polski i zaprezentowaÄ wystawy przez was przygotowane. Jeżeli to możliwe chcielibyÅmy również otrzymaÄ dostÄp do archiwum fotograficznego i pozostaÅych zasobów archiwalnych (oczywiÅcie myÅlimy przede wszystkim o zasobach zdigitalizowanych). Z góry dziÄkujemy za wszelkie przejawy pomocy, wszystkie informacje i materiaÅy. Prosimy również o cenne rady, które pomogÄ w naszej pracy oraz informacjÄ o przedsiÄwziÄciach przez was prowadzonych. ChcielibyÅmy wspólnie szerzyÄ kult bÅogosÅawionego Josefa.
Pragniemy, by przykÅad życia bÅogosÅawionego Josefa, także w dzisiejszych czasach, pomagaÅ nam podejmowaÄ wÅaÅciwe decyzje oraz walczyÄ o jednoÅÄ i pokój. Wyrazem tego ma byÄ zaangażowanie caÅej spoÅecznoÅci naszego miasta oraz wspólna inicjatywa wÅadzy Åwieckiej i wspólnot religijnych. Josef Mayr-Nusser byÅ, i niech wciÄ Å¼ pozostaje w naszej pamiÄci, niezwykÅym przykÅadem budowania jednoÅci i walki o wyższe wartoÅci. Naszym wspólnym obowiÄ zkiem jest dbanie o pamiÄÄ naszych bohaterów.
Dr Arseniusz Finster
ZdzisÅaw Januszewski
Ks.
Jacek Dawidowski
ŹródÅo:
MateriaÅy otrzymane od ks. Jacka Dawidowskiego, proboszcza chojnickiej Bazyliki (w posiadaniu autora).
Drugie masowe egzekucje w âDolinie Åmierciâ miaÅy miejsce w styczniu 1945 r. w ostatnich tygodniach okupacji niemieckiej na tym terenie. Ostatni dramat ludnoÅci polskiej i pomorskiej na ziemi chojnickiej rozgrywaÅ siÄ w cieniu ofensywy Armii Czerwonej rozpoczÄtej ostatecznie 12 I 1945 r. i nazwanej później operacjÄ wiÅlaÅsko-odrzaÅskÄ . SpowodowaÅo to pilnÄ potrzebÄ ewakuacji infrastruktury krytycznej, administracji niemieckiej, ludnoÅci cywilnej a także wiÄźniów z obozów i podobozów pracy oraz aresztowanych przez Gestapo. Osoby takie znajdowaÅy siÄ wówczas w wiÄzieniach i miejscach odosobnienia Bydgoszczy, GrudziÄ dza, Koronowa i Torunia.
Szybkie tempo dziaÅaÅ ofensywnych Armii Czerwonej miaÅo wpÅyw na poprowadzenie wiÄźniów na piechotÄ mimo niesprzyjajÄ cych warunków pogodowych w eskorcie Gestapo, SS-manów i pewnej grupy wojskowych, którzy wspierali sÅużby wiÄzienne. Już w momencie ewakuacji wiÄzienia bydgoskiego podzielono osoby tam przebywajÄ ce na kilka grup. Celem takiej segregacji byÅa chÄÄ dokonania eksterminacji na czÄÅci z nich w odpowiednim czasie i miejscu. Zgodnie z kolejnym dekretem Heinricha Himmlera eksterminacji miaÅy podlegaÄ osoby polityczne, które utrudniÄ mogÅyby zachowanie wÅadzy przez nazistów w Niemczech oraz doprowadziÄ do odrodzenia polskoÅci na ziemiach wcielonych w 1939 r. do Rzeszy. Niektóre bowiem grupy wiÄźniów maszerowaÅy dalej na Szczecin, osiÄ gajÄ c Neubrandenburg, Dessau a nawet Hamburg. StyczeÅ 1945 r. byÅ niezwykle mroźny, temperatura spadaÅa wówczas do -10º a nawet -15ºC.
GrupÄ wiÄźniów poprowadzono na piechotÄ drogÄ do Koronowa, gdzie przenocowano w miejscowym wiÄzieniu i gdzie do grupy tej doÅÄ czyli kolejni aresztanci tam odsiadujÄ cy swoje wyroki. StamtÄ d kolumna maszerowaÅa dzieÅ i noc w stronÄ SÄpólna KrajeÅskiego, gdzie zostaÅa rozdzielona. Jedna grupa, tzw. wiÄźniów niepolitycznych, zostaÅa skierowana na Pomorze Zachodnie a drugÄ , tzw. wiÄźniów politycznych, popÄdzono przez KamieÅ KrajeÅski i Chojnice na IgÅy, gdzie rozstrzelano na maÅej polanie ziemi ornej otoczonej drzewami, która uniemożliwiaÅa podjÄcie ucieczki. Na miejscu przygotowane byÅy pryzmy oraz waÅki drewna, które posÅużyÅy nastÄpnie do spalenia zwÅok. Gestapo na sankach ciÄ gnÄÅo także beczki z benzynÄ , co uÅatwiÅo sprawniejsze spalanie ludzkich zwÅok. WiÄźniów potraktowano w ten sposób również i po to, aby maksymalnie ich wymÄczyÄ przed ÅmierciÄ , zdajÄ c sobie sprawÄ, że tak wycieÅczeni nie bÄdÄ w stanie stawiaÄ oporu w tej decydujÄ cej próbie utraty życia.
Oprawcy na pewno spieszyli siÄ, nie znajÄ c obecnej linii frontu i obawiajÄ c siÄ nadejÅcia oddziaÅów radzieckich lub polskich. Tym można tÅumaczyÄ znajdowanie jeszcze w chwili obecnej cennych artefaktów w chojnickiej âDolinie Åmierciâ jak zÅoto i diamenty, które w zwyczajowej perspektywie wojny stawaÅy siÄ Åupem oprawców, stanowiÄ c wartoÅÄ dodanÄ do wykonanego zadania. Nawet jeżeli ofiary poÅykaÅy zÅoto czy diamenty bÄ dź odrzucaÅy na bok cenne przedmioty osobiste widzÄ c co je czeka, chcÄ c tym samym daÄ Åwiadectwo swojej Åmierci, oznacza, że nie zostaÅy poddane szczegóÅowej kontroli osobistej jak miano w zwyczaju czyniÄ w hitlerowskich wiÄzieniach.
Relacja Wandy Nowak z Koronowa
[Koronowo, 21 stycznia 1945 r.]
Wiadomo mi jest, że w dniu 21 stycznia 1945 r. przez Koronowo prowadziÅo Gestapo ze strony Bydgoszczy grupÄ mÄżczyzn i kobiet w iloÅci okoÅo 1000 osób za pomocÄ psów. Transport ten na przeciÄ g nocy umieszczono w wiÄzieniu SÄ du Grodzkiego w Koronowie. Nadmieniam, że w nastÄpny dzieÅ ludzi tych prowadzono od SÄ du ul. Wilsona do ul. Farnej dalej ul. TucholskÄ w kierunku Tuchola. Wiadomo mi jest, że w transporcie tym byÅ aresztowany przez Gestapo Bydgoszcz ob. Åreźniarski z Trzeciewca pow. Bydgoszcz, którego zwÅoki znaleziono przy drodze do Tucholi, jak również w tym transporcie byÅ ob. Linkowski z CheÅmży pow. CheÅmno urzÄdnik cukrowni, który odsiadywaÅ w wiÄzieniu Koronowo karÄ szeÅciu lat a kilka dni przed wyzwoleniem zabrany do Gestapo Bydgoszcz, żona Linkowskiego zam. CheÅmno do dzisiejszego dnia nie ma wiadomoÅci o swoim mÄżu. Nadmieniam, że Gestapowcy, którzy konwojowali ten transport byli mi nie znani, jak również nie byÅo możliwe zaobserwowaÄ jak dalej transport siÄ poruszaÅ i jak aresztowanych w czasie transportu traktowano. Do sprawy podajÄ, że dowiedziaÅam siÄ od ob. Edmunda PiÄknego zam. Chojnice, że transport ww. zostaÅ pod Chojnicami wymordowany i dla zatarcia Åladów mordu spalony, krótko przed wyzwoleniem. Czy w transporcie tym znajdowali siÄ Å»ydzi nie jest mi wiadomo. WiÄcej do sprawy zapodaÄ nie mogÄ. Na tym protokóŠzakoÅczono i przed podpisaniem odczytano.
ŹródÅo:
Archiwum PaÅstwowe w Bydgoszczy, zespóÅ: OkrÄgowa Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Bydgoszczy, sygn. 1089: Zeznania Åwiadków w sprawie losów transportu Polaków i Å»ydów z Bydgoszczy w kierunku na TucholÄ przez Koronowo w styczniu 1945 r. â 1948-1949, k. 4-5: ProtokóŠz przesÅuchania Åwiadka â Wandy Nowakowej z Koronowa z dnia 4 stycznia 1949 r.
Relacja Jadwigi ÅÄgowskiej z Chojnic
[Chojnice, 22-23 stycznia 1945 r.]
Córka moja Elżbieta ÅÄgowska, urodz. 13 czerwca 1922 r. wyjechaÅa z Chojnic do Bydgoszczy dnia 14 stycznia 1945 r. razem z Edwardem Makowskim z Bydgoszczy. Jechali oni do rodziców Makowskiego do Bydgoszczy, skÄ d mieli za parÄ dni powróciÄ. Ponieważ w oznaczonym czasie nie powrócili, poczÄÅam córki mej poszukiwaÄ. Od mojej szwagierki Teilowej Anieli, zamieszkaÅej w Chojnicach, dowiedziaÅam siÄ, że widziaÅa ona mojÄ córkÄ, jak prowadzono jÄ w szeregu Polaków i Polek na pola Igielskie. Ponadto widziaÅa mojÄ córkÄ również i siostrzenica Helena JeliÅska, zamieszkaÅa w Kamieniu, gdy prowadzono jÄ wraz z innymi z Bydgoszczy do Chojnic. Córka moja powiedziaÅa jej, że aresztowano jÄ razem z wiÄkszÄ liczbÄ osób w Bydgoszczy i pÄdzono dniem i nocÄ do Chojnic. W dniu 23 stycznia 1945 r. dowiedziaÅam siÄ od dozorczyni pracujÄ cej w ZakÅadach w Chojnicach, Lipkowskiej, że w nocy z 22 na 23 stycznia 1945 r. wszystkich tam sprowadzonych Polaków i Polki stacjonujÄ cy wówczas w Chojnicach oddziaÅ SS-owców i UkraiÅców zastrzelili i zwÅoki spalili. Tej nocy razem z mojÄ córkÄ stracono i jej narzeczonego Makowskiego.
ŹródÅo:
Chojnice w latach 1939-1945, oprac. Powiatowy Komitet Uczczenia Ofiar Zbrodni Hitlerowskich, Chojnice 1947, s. 70-71.
PrzejÄcie Chojnic przez ArmiÄ CzerwonÄ w lutym 1945 r. nie oznaczaÅo wolnoÅci, przynajmniej takiej, o której myÅleli i marzyli ich mieszkaÅcy. W poÅowie lutego Chojnice staÅy siÄ miastem przyfrontowym, albowiem kontrolÄ nad nim przejÄli czerwonoarmiÅci jednak w okolicznych wsiach, które z nimi sÄ siadowaÅy, znajdowaÅy siÄ regularne oddziaÅy Wehrmachtu. DokonywaÅy one kontrataków, szczególnie z okolic Chojniczek, które poÅożone byÅy na wzniesieniu, a na przedpolach tej miejscowoÅci w Lasku Miejskim znajdowaÅy siÄ rowy i zapory przeciwczoÅgowe oraz przygotowane wczeÅniej umocnienia dla piechoty. Na wzniesieniach dominujÄ cych wokóŠChojnic Niemcy umieÅcili stanowiska artyleryjskie, które ostrzeliwaÅy żoÅnierzy radzieckich bÄdÄ cych w mieÅcie. Niektóre ulice kilkakrotnie przechodziÅy z rÄ k do rÄ k. To też powodowaÅo, że życie mieszkaÅców skupiaÅo siÄ gÅównie w piwnicach oraz bunkrach przygotowanych jeszcze przez administracjÄ hitlerowskÄ .
Pierwsze zetkniÄcie z radzieckimi soÅdatami byÅo dla chojniczan wstrzÄ sajÄ ce â wpadali żoÅnierze do piwnic i schronów oraz odbierali im kosztownoÅci oraz cenne przedmioty. Szczególnym powodzeniem cieszyÅy siÄ zegarki, zÅoto czy diamenty, ale rabowano wszystko to, co przedstawiaÅo konkretnÄ wartoÅÄ. Od pierwszych godzin pobytu żoÅnierzy sowieckich w mieÅcie dochodziÅo do gwaÅtów na dziewczÄtach i kobietach, które nasilaÅy siÄ z czasem, kiedy żoÅnierze odkrywali ich kryjówki i miejsca czasowego pobytu. Miasto przez kolejne dni byÅo jakby wymarÅe, osoby pÅci żeÅskiej smarowaÅy siÄ wÄglem lub popioÅem, celem zniechÄcenia gwaÅcicieli, co nie zawsze dziaÅaÅo, bowiem czerwonoarmiÅci przyzwyczaili siÄ już do takich technik stosowanych przez kobiety. BezpoÅrednio po zakoÅczeniu dziaÅaÅ wojennych w regionie 37 kobiet zÅożyÅo wniosek do wÅadz polskich o dokonanie aborcji, ale o prawdziwej skali gwaÅtów nigdy siÄ nie dowiemy.
Chojnice w pierwszym okresie radzieckich rzÄ dów nie posiadaÅo wÅaÅciwej administracji. NKWD bowiem przyjeżdżaÅo do takich oÅrodków po 2-3 dniach od przejÅcia frontu i zabezpieczaÅo porzÄ dek. Jeżeli przedstawiciele tej formacji nie dotarli do takich miejsc to wówczas peÅnÄ kontrolÄ nad mieszkaÅcami sprawowaÅo wojsko. Dowódca jednostki zostawaÅ komendantem i w praktyce dużo zależaÅo od niego w jaki sposób postÄpowano z ludnoÅciÄ cywilnÄ . Jeżeli on sam zachowywaÅ siÄ niemoralnie to i jego podwÅadni czynili podobnie. Chojniczanie ten radziecki czas wspominali najczÄÅciej źle. Wiele rodzin ucierpiaÅo na skutek wrÄcz bandyckich wybryków czerwonoarmistów. Spory odsetek kobiet zostaÅ zgwaÅcony, rabunki byÅy na porzÄ dku dziennym, a ulubionymi miejscami przesiadywania żoÅnierzy byÅy te piwnicy, które wyposażone byÅy w butle wina bÄ dź inny możliwy alkohol. Kilka reprezentatywnych budynków w mieÅcie zostaÅo spalonych przypadkowo lub celowo przez żoÅnierzy radzieckich, którzy chcieli w ten sposób zatuszowaÄ swe postÄpowanie.
Sytuacja taka zaczÄÅa zmieniaÄ siÄ w ostatniej dekadzie lutego 1945 r. Wówczas bowiem ruszyÅy kolejne natarcia Frontu BiaÅoruskiego na pozycje niemieckie. 22 lutego przejÄte przez czerwonoarmistów zostaÅy wschodnie tereny powiatu, a 25 lutego miejscowoÅci sÄ siadujÄ ce z Chojnicami. Z póÅnocnych rubieży powiatu chojnickiego siÅy niemieckie zostaÅy wyparte 4 i 5 marca.
Tzw. wyzwolenie Chojnic w lutym 1945 r.
[Chojnice, luty-marzec 1945 r.]
DzieÅ przed wejÅciem Rosjan opanowaÅ mnie jakiÅ lÄk i pobiegÅam do mleczarni. Wszystko zamkniÄte, ogrodzenie też. WoÅaÅam, ÅomotaÅam, ale nikt mnie nie sÅyszaÅ. WróciÅam. StrzaÅy byÅo sÅychaÄ przez caÅÄ noc, a my siedziaÅyÅmy w piwnicy i siÄ modliÅyÅmy. Jak siÄ rozwidniÅo, wyszÅyÅmy, żeby zjeÅÄ Åniadanie. Od razu kucharka przybiegÅa z góry i krzyczy, że las siÄ do nas zbliża. Dzisiaj siÄ z tego ÅmiejÄ. Patrzymy, rzeczywiÅcie, a to od strony Angowic szli żoÅnierze. Tak zwartÄ kolumnÄ , że na Åniegu to wyglÄ daÅo jak las. No i zaczÄÅa siÄ walka o Chojnice. Nad wieczorem przyszÅo dwóch żoÅnierzy. Kucharka czÄstowaÅa ich pÄ czkami, a oni nie wiedzieli, co to jest. Rzucali sobie jak piÅki. Po nich przyszÅa caÅa grupa, może 8 osób. Kucharka przygotowaÅa jedzenie. Jedli, a jeden z nich pokazywaÅ nam zdjÄcia swojej żony i dzieci. Pozostali zaczÄli ÅpiewaÄ, ale z ich gestów wyglÄ daÅo, że sÄ to sproÅne Åpiewki. PoprosiÅam sierżanta, żeby ich zabraÅ, bo zaczÄÅyÅmy siÄ baÄ (pewnie AnioÅ Stróż zadziaÅaÅ). Ten dobry czÅowiek krzyknÄ Å, ustawiÅ ich i kazaÅ wyjÅÄ. MówiÄ c nam â tyle zrozumiaÅyÅmy, żeby zakluczyÄ drzwi. Teraz siedziaÅyÅmy smutne, bo trochÄ inaczej wyobrażaÅyÅmy sobie wyzwolenie /â¦/.
UbraÅam pÅaszcz, wziÄÅam torebkÄ. One jeszcze zabraÅy skrzynkÄ z żywnoÅciÄ . Ja już o tym nie myÅlaÅam, jeszcze krzyczaÅam, po co? To chyba byÅ jakiÅ szok. BiegÅyÅmy ulicÄ KoÅcielnÄ . KoÅcióŠszeroko otwarty, a na Årodku ogromne ognisko i peÅno żoÅnierzy. Nam chyba Pan Bóg skrzydeÅ dodaÅ, bo oni nas gonili, kule ÅwistaÅy koÅo uszu, a my pÄdziliÅmy na GimnazjalnÄ . Dana mówiÅa, że tam u jej znajomej możemy byÄ. Obie z DankÄ byÅyÅmy pierwsze w tym budynku, wskoczyÅyÅmy do mieszkania na lewo. Tam byÅo peÅno kobiet. Jak nas zobaczyÅy, zaczÄÅy krzyczeÄ, że je narażamy, a tu za oknami już sÅychaÄ przeÅladowców, wiÄc wskoczyÅam do nastÄpnego pomieszczenia. To byÅa sypialnia. W Åóżku leżaÅa dziewczynka, a przy niej siedziaÅa matka. ZnaÅam tÄ kobietÄ z widzenia, a ona ,,Co wy tu chcecie?â. Już byli w kuchni, wiÄc wskoczyÅam pod Åóżko i przesunÄÅam siÄ w sam Årodek, Dana za mnÄ . Dzisiaj myÅlÄ, jak to byÅo, przecież nie byÅam szczupÅa i miaÅam szary, gruby, z mÄskiego flauszu pÅaszcz. Ledwie wskoczyÅyÅmy pod Åóżko, weszli Rosjanie i dalej ÅwieciÄ latarkami (prÄ du nie byÅo, paliÅa siÄ tylko karbidówka). Szukali w szafie pod stoÅem, podnieÅli pierzynÄ i Åwiecili pod Åóżko. Powiedzieli tej pani ,,My tiebia ubijutâ, ale ona przysiÄgaÅa, że nie ma nikogo. Po godzinie jak siÄ uspokoiÅo, wyszÅyÅmy spod Åóżek. Ona byÅa zdumiona, byÅa pewna, że już wyszÅyÅmy i miaÅa pretensje, że mogliby jÄ zabiÄ, gdyby nas znaleźli. PrzeprosiÅyÅmy i poszÅyÅmy do piwnicy, a tam pÅacz i lament. Zabierali dziewczyny i stali w kolejce, żeby gwaÅciÄ. Tutaj nie zostajÄ, a byÅa tam córka Banachowej, która zaproponowaÅa nam, byÅmy u niej mieszkali. Mieszkanie jest duże i ma dwa wyjÅcia. Idziemy szybko po schodach, a już na parterze sÅychaÄ gÅosy żoÅnierzy, one wskoczyÅy do mieszkania, a ja ostatnia mogÅabym nie zdÄ Å¼yÄ, a że przy schodach byÅy drzwi otwarte, wskoczyÅam do Årodka. Nikt mnie nie zauważyÅ. W drugim pokoju staÅ parawan. Przed nim siedziaÅa mÅoda kobieta i bardzo pÅakaÅa. Obok niej staÅ wujek (którego mieszkanie to byÅo), gÅaskaÅ i pocieszaÅ. Ja skoczyÅam za parawan, za moimi plecami staÅa szafa. Wtem wparowaŠżoÅnierz, że tutaj weszÅa dziewczyna. Ten wujek wrzeszczaÅ na niego: âCzekaliÅmy na was, a wy co robicie. OÅmiu żoÅnierzy jÄ gwaÅciÅo. Tutaj nie ma nikogoâ /â¦/.
ŹródÅo:
II wojna Åwiatowa we wspomnieniach Haliny SzymaÅskiej z d. Jurgawka, âZeszyty Chojnickieâ 2015, nr 31, s. 208-214.
Niemal nazajutrz po zajÄciu miasta przez ArmiÄ CzerwonÄ zaczÄto urzÄ dzaÄ Åapanki na mÅodych mieszkaÅców Chojnic, które nasilaÅy siÄ w czasie i trwaÅy do koÅca marca, chociaż niektóre osoby trafiÅy na Wschód jeszcze wraz z wycofywaniem siÄ oddziaÅów radzieckich spod Berlina. Aresztowaniom podlegali mÅodzieÅcy, którzy mieli jakikolwiek zwiÄ zek z polskÄ partyzantkÄ lub ArmiÄ KrajowÄ . Podobnie postÄpowano z mÄżczyznami mogÄ cymi mieÄ wartoÅÄ ekonomicznÄ , których wykorzystaÄ można byÅo do pracy w gospodarce ZSRR. Niezależnie aresztowano robotników przymusowych ze Wschodu przybyÅych do pracy w III Rzeszy i sprawdzano pod kÄ tem politycznym i ideologicznym. W ten sposób Armia Czerwona przygotowywaÅa przedpole dla polskich wÅadz komunistycznych, które miaÅy przejÄ Ä gÅówne oÅrodki paÅstwowe w kraju.
W pierwszych tygodniach po opanowaniu miasta i powiatu przez ArmiÄ CzerwonÄ z terenu tego deportowano na Wschód ponad 1000 mieszkaÅców. Wywożono aresztantów w trzy gÅówne regiony: na pogranicze litewsko-Åotewskie, do okrÄgu moskiewskiego oraz na Ural, gÅównie do CzelabiÅska, gdzie istniaÅ wielki obóz pracy, do którego przywożono robotników z caÅej wyzwalanej przez ArmiÄ CzerwonÄ Europy Årodkowej. WiÄkszoÅÄ z osób deportowanych wracaÅa wraz z koÅcem 1945 r. bÄ dź wiosnÄ 1946 r. do swych domów. Ostatni jednak wiÄźniowie dotarli dopiero w lecie 1949 r., spÄdzajÄ c w tym nieludzkim kraju kilka lat i pracujÄ c przymusowo na rzecz gospodarki tego kraju. ÅmiertelnoÅÄ wÅród tych osób byÅa wysoka i stanowiÅa ok. 25% stanu osobowego. Umierali oni czÄsto z chorób, niedożywienia, braku opieki medycznej i zimna, albowiem musieli pracowaÄ w temperaturze do -60°C.
Osoby aresztowane, wiÄzione i nastÄpnie deportowane w gÅÄ b ZwiÄ zku Radzieckiego prowadzono na piechotÄ, mimo trwajÄ cej zimy i wczesnej wiosny, do punktów zbornych, na które wyznaczono gÅówne stacje kolejowe â ToruÅ, DziaÅdowo lub Nasielsk. Tam umieszczano ich w byÅych niemieckich obozach pracy, które posiadaÅy drewniane baraki i ogrodzone byÅy sÅupami z drutem kolczastym oraz wyposażone w wieże wartownicze. W miejscach tych odbywaÅa siÄ wstÄpna selekcja i nastÄpnie organizowano transporty kolejowe na Wschód. ByÅy one wyposażone â bez wyjÄ tku â w wagony towarowe, które najczÄÅciej nie posiadaÅy żadnych wygód, poza dziurÄ wyciÄtÄ w podÅodze, za poÅrednictwem której można byÅo zaÅatwiaÄ swe fizjologiczne potrzeby. Wyżywienie w czasie transportu byÅo podstawowe i skÅadaÅo siÄ najczÄÅciej z ryby i kawaÅka ciemnego chleba bÄ dź kilku parowanych ziemniaków. Podobne jedzenie serwowano w obozach pracy na Wschodzie.
Deportowanych, którzy umierali w czasie transportu wynoszono z wagonów i zostawiano na stacjach kolejowych, na których pociÄ g ten siÄ zatrzymywaÅ. Podobnie, jeżeli wiÄźniowie umierali w czasie nadludzkiej pracy w miejscu, do którego dotarli, chowano ich w zbiorowych mogiÅach, nie posiadajÄ cych klepsydry. Niektóre osoby spoÅród deportowanych nie wytrzymujÄ c psychicznie tej wywózki targnÄÅy siÄ na swoje życie, rzucajÄ c siÄ na druty kolczaste bÄ dź oddalajÄ c z miejsca pracy za co groziÅa kara Åmierci przez zastrzelenie, którÄ wykonywaÅ strażnik.
Relacja z deportacji na pogranicze litewsko-Åotewskie
[Chojnice-Åotwa, luty-październik 1945 r.]
Po wyzwoleniu miasta w lutym 1945 r. przez ArmiÄ CzerwonÄ do Chojnic wkroczyli Sowieci. PoÅród ogólnego rabunku i gwaÅtów na kobietach zebrano wszystkich mÄżczyzn z miasta na teren konwiktu przy ul. Grunwaldzkiej. MiaÅo to miejsce 16 lutego 1945 r. StÄ d zabrano ich na piechotÄ przez TucholÄ do obiektów wiÄzienia w Koronowie. Tam spÄdziÅem prawie szeÅÄ dni i dalej wyruszyÅem wraz z grupÄ aresztowanych do Torunia. W trakcie tego marszu nie myÅlaÅem o ucieczce, dlatego iż przez caÅy czas wierzyÅem w tworzenie siÄ nowych wÅadz i paÅstwa polskiego. W Toruniu wraz z grupÄ Pomorzan zaÅadowano mnie do wagonów towarowych i wywieziono w kierunku póÅnocno-wschodnim. NależaÅem do grupy deportowanych obywateli polskiego Pomorza, których skierowano na terytorium Åotwy do pracy na rzecz gospodarki radzieckiej. W DźwiÅsku (ob. Dyneburg) nad DźwinÄ znalazÅem siÄ po tygodniowym okresie podróży. Tam, w starych koszarach, do których prowadziÅ zwodzony most na rzece Dźwinie, mieÅciÅ siÄ miÄdzynarodowy obóz jeniecki.
Od poczÄ tku przybycia na terytorium Åotwy dużo pracowaÅem przy wyrÄbie lasu, w miejscowym szpitalu i przy sortowaniu opuszczonych szczÄ tków różnorakiego rodzaju broni. NastÄpnie do DźwiÅska przychodziÅy transporty z amerykaÅskimi czÄÅciami do samochodów. Przy zaÅadowywaniu i sortowaniu skrzyÅ drewnianych z tymi czÄÅciami pracowaÅem wraz z innymi deportowanymi. CzÄÅci te skÅadano w pobliżu, a gotowe samochody wysyÅano od razu na front. Przy czynnoÅciach tych pracowaÅem do koÅca sierpnia 1945 r.
Przez caÅy okres pobytu na Åotwie przebywaÅem w cytadeli, której mury miaÅy gruboÅÄ póÅtora metra, a ÅwiatÅo przedostawaÅo siÄ przez niewielkie okienka. SpaÅo siÄ na pryczach, które nie miaÅy żadnego przykrycia czy nawet siennika. Brak warunków sanitarnych i bieÅ¼Ä cej wody powodowaÅ duÅ¼Ä ÅmiertelnoÅÄ wÅród deportowanych. Zamiast toalety ustawiono w rogu cytadeli drÄ g, przez który mogli deportowani zaÅatwiaÄ swe potrzeby fizjologiczne. Za podstawÄ Å¼ywieniowÄ sÅużyÅy ryby odÅawiane w sÄ siedniej rzece. Z tych ryb gotowano zupy bÄ dź też jedzono je na surowo.
W przeciwieÅstwie do Niemców, żoÅnierze rosyjscy traktowali mnie Åagodniej, gdyż nie bili, maltretowali czy mordowali, jak w okresie okupacji czynili to żandarmi niemieccy. Wraz z nastaniem wrzeÅnia 1945 r. Rosjanie przenieÅli polskich robotników przymusowych z DźwiÅska do IÅawy. Tam też po kilku dniach zostaÅem zwolniony przez polski UrzÄ d Repatriacyjny i 4 października 1945 r. powróciÅem do Chojnic. Kiedy nad ranem zapukaÅem do domu, w którym mieszkaÅem przed wojnÄ , drzwi otworzyÅ mi żoÅnierz rosyjski z wymierzonym we mnie pistoletem. Cudem wówczas uniknÄ Åem Åmierci, gdyż Rosjanie zajÄli mój caÅy dom zaraz po wkroczeniu do miasta. W ten sposób zakoÅczyÅa siÄ moja szeÅcioletnia niewola, okupacja i darmowa praca na rzecz innego kraju.
ŹródÅo:
Moje lata spÄdzone w okresie II wojny Åwiatowej. Wspomina MieczysÅaw Stasiak, âZeszyty Chojnickieâ 1999, nr 17, s. 87-89.
Po trudnych, peÅnych Åez, wyrzeczeÅ i tragedii rodzinnych oraz spoÅecznych latach okupacji hitlerowskiej na ziemi chojnickiej podjÄto siÄ zadania â z inspiracji wÅadz paÅstwowych âwyliczenia strat ludnoÅciowych i materialnych doznanych w okresie 1939-1945. W tym celu starosta powiatowy mgr Tadeusz RzeÅniowiecki zwoÅaÅ na 6 czerwca 1945 r. przedstawicieli wÅadz i urzÄdów, organizacji politycznych, zawodowych i spoÅecznych do lokalu Urbana przy Placu NiepodlegÅoÅci celem utworzenia Powiatowego Komitetu Uczczenia Ofiar Zbrodni Hitlerowskich. Na zebraniu tym wybrano wÅadze tego Komitetu w osobach: dr med. Jan Åukowicz â przewodniczÄ cy, red. Franciszek LemaÅczyk â zastÄpca przewodniczÄ cego i Jan Krajecki â sekretarz. W skÅad Komitetu weszÅy jeszcze inne reprezentatywne osoby z miasta i powiatu.
Do pierwszych zadaÅ, jakie zostaÅy postawione przed Powiatowym Komitetem, staÅa siÄ ekshumacja ofiar zbrodni hitlerowskich zamordowanych nie tylko w chojnickiej Dolinie Åmierci, ale i innych miejscach kaźni. Masowe groby odkryto na polach Daleckiego, nad SzosÄ BytowskÄ , w żwirowni i w lesie Dogsa, na polach Igielskich oraz we Witkach tuż za ZakÅadem Poprawczym. Ujawniono wówczas także miejsce eksterminacji na Ostrówku, gdzie w styczniu 1945 r. zamordowano i spalono jednorazowo najwiÄkszÄ liczbÄ ofiar. Miejsca kaźni odkryto także na terenie powiatu chojnickiego â w KÅodawie, koÅo MÄcikaÅa w lesie paÅstwowym, w Krojantach na placu ÄwiczeÅ wojskowych i w parku byÅego majÄ tku naleÅ¼Ä cego do Alojzego Pruszaka, w Rytlu na skraju lasu nad rzekÄ BrdÄ , w Wielu, w okolicach Czerska oraz zwÄglone zwÅoki ludzkie w stodole gospodarza Durajewskiego w LeÅnie. Ponadto zgÅoszono do Komitetu kilka pojedynczych grobów wystÄpujÄ cych na terenie caÅego powiatu.
Już wówczas z ramienia Komitetu powoÅano KomisjÄ ÅledczÄ dla Zbadania Zbrodni Hitlerowskich przy SÄ dach Grodzkich w Chojnicach i Czersku. PrzewodniczÄ cym tego kolegium w Chojnicach wybrano sÄdziego okrÄgowego Jana Ornassa, a sekretarzem Zenona Komorowskiego. Komisja Åledcza ustaliÅa zbrodnie dokonane na terenie powiatu przez hitlerowców, dalej ofiary wysÅane do obozów koncentracyjnych oraz osób wysiedlonych ze swych domów i gospodarstw. Ponadto usystematyzowaÅa wiedzÄ na temat eksterminacyjnej dziaÅalnoÅci III Rzeszy Niemieckiej w mieÅcie i powiecie.
Od 3 października 1945 r. Powiatowy Komitet przystÄ piÅ do ekshumacji zwÅok pomordowanych, które trwaÅy aż do nadejÅcia zimy. Poza zidentyfikowanymi ofiarami polskimi z miejsc kaźni wydobyto szczÄ tki żoÅnierzy armii brytyjskiej i francuskiej, co ÅwiadczyÅo o miÄdzynarodowym charakterze podjÄtych dziaÅaÅ. OstatniÄ ekshumacjÄ Komitet przeprowadziÅ 14 maja 1946 r.
Ofiary zbrodni hitlerowskich zostaÅy pochowane z należnym im szacunkiem. NajwiÄkszy masowy pogrzeb miaÅ miejsce w dniu ÅwiÄta Niepokalanego PoczÄcia 8 grudnia 1945 r. Ich szczÄ tki spoczÄÅy na wydzielonym miejscu przy ul. GdaÅskiej, który nazwany zostaÅ cmentarzem ofiar zbrodni hitlerowskich. Nie wszystkie ofiary tych zbrodni zostaÅy wówczas wydobyte z chojnickiej ziemi, stÄ d w ostatnim okresie podjÄte zostaÅy badania archeologiczne w terenie, których celem byÅo upamiÄtnienie wszystkich zamordowanych z powiatu chojnickiego w okresie wojny.
Komitet o stratach polskich na ziemi chojnickiej
[Chojnice, 1946 r.]
Wysiedlanie Polaków
W każdym razie ilu z owych wysiedlonych, zwÅaszcza kobiet, starców i dzieci, poniosÅo ÅmierÄ w owej podróży w bydlÄcych wagonach, wÅród nieznoÅnego mrozu, ilu straciÅo zdrowie, znalazÅszy siÄ w najokropniejszych warunkach materialnych o tym może najlepiej powiedzieÄ ten, który sam z Åaski Niemców tego losu zaznaÄ musiaÅ.
UsiÅowanie wytÄpienia ludnoÅci polskiej
ZaÅÄ czona jednak lista wszystkich w powiecie chojnickim pomordowanych Polaków udowadnia, że usiÅowali oni wytÄpiÄ element polski drogÄ krwawych egzekucji i powolnych, lecz skutecznych tortur w obozach koncentracyjnych.
Zachowanie siÄ Niemców wobec Polaków w życiu codziennym
Gorzej jednak byÅo w powiecie chojnickim, gdzie Niemców byÅo stosunkowo wiÄcej i dlatego ich buta proporcjonalnie do poczucia siÅy i liczby wzrastaÅa. W dodatku zakaz posÅugiwania siÄ jÄzykiem polskim byÅ rzeczÄ strasznÄ . Obawy przed publicznÄ zniewagÄ , przed karÄ doraźnie wymierzonÄ w postaci bicia, grzywny pieniÄżnej a nawet aresztu, przechodziÅa czÄsto w formalnÄ fobiÄ.
Niemieckie listy narodowe
NajwiÄkszÄ jednak klÄskÄ dla spoistoÅci narodu polskiego byÅo rozdzielenie ludnoÅci wedÅug list. Wiemy, że zapisywanie to zostaÅo pod przymusem dokonane, a jednak sprowadziÅo ono pewien rozdźwiÄk w naszym spoÅeczeÅstwie. Celem hitlerowców byÅo rozbicie i skÅócenie Polaków miÄdzy sobÄ /â¦/.
SzkoÅa
Przez lat 5 nie widziaÅo polskie dziecko polskiej ksiÄ Å¼ki. CzuwaÅy nad nim w szkole argusowe oczy hitlerowskiego nauczyciela, stosujÄ cego nader skuteczne Årodki pedagogiczne, tj. bicie i wyzwiska.
Straty materialne
Straty spowodowane przez Niemców w powiecie chojnickim bezpoÅrednio czy też poÅrednio sÄ olbrzymie. Obliczenia tych szkóŠprzedstawia siÄ nastÄpujÄ co: zrabowane meble, poÅciel, bieliznÄ /â¦/ inwentarz żywy i martwy /â¦/ spalone i zniszczone domy /â¦/ upoÅledzenie fizyczne /â¦/ upoÅledzeÅ umysÅowych /â¦/ 1175 wypadków, w których jedyni żywiciele rodziny utracili swe życie.
ŹródÅo:
Chojnice w latach 1939-1945, oprac. Powiatowy Komitet Uczczenia Ofiar Zbrodni Hitlerowskich, Chojnice [1947], s. 109-112.
Dofinansowano ze Årodków budżetu paÅstwa w ramach programu Ministra Edukacji i Nauki pod nazwÄ âNauka dla spoÅeczeÅstwaâ nr projektu NdS/552249/2022/2022, kwota dofinansowania 270 250,00 zÅ, caÅkowita wartoÅÄ projektu 270 250,00 zÅ.
Wszystkie prawa zastrzeżone © 2025